czwartek, 2 września 2010

Żłobek - pierwszy dzień

Wyruszyłyśmy z domu o 7.15, odstałyśmy swoje w korkach i na 7.50 byłyśmy pod żłobkiem. Spotkałyśmy na parkingu panią Elę – dyrektorkę żłobka i z nią za rączkę wkroczyłyśmy do budynku. Ola dzielnie zdjęła butki i bluzę, pomogła mi schować w szafeczce z biedronką zapasowe ubranka i smoka, wzięła sobie z ławki wielkiego misia i poszła na salę. Czekała na nas przesympatyczna pani Kasia i 6-cio miesięczna Weroniczka. Ola dała wszystkim cześć, przedstawila się („lala” czyt. Ola) i zabrała się za zwiedzanie. Wybrała sobie łóżeczko i pościel, chwyciła za wózek i zaczęła jeździć po sali. Widząc, że moje dziecko dobrze się tu czuje, poszłam z panią dyrektor podpisać umowę i wyjaśnić jeszcze parę spraw. Słyszałam jak moja pociecha w sali obok coś gada i się chichra, więc ze spokojnym sumieniem postanowiłam się pożegnać i pojechać. Dostałam buziaka, Ola zrobiła mi papa i wyszłam. Na parkingu było ok., a w samochodzie żal mnie ścisnął. Zjadłam sobie batonika na pocieszenie i pojechałam do pracy. Umówiłam się z panią, że da mi znać, gdyby się coś działo. W pracy mam załatwiony ruchomy czas pracy, więc byłam przygotowana na szybką akcję ok. 10-11. 10.00 – nikt nie dzwoni. 11.00 – nadal cisza. 12 – już mam rozstrój żołądka. 12.30 – nie wytrzymałam i sama zadzwoniłam.
Dyrektorka: proszę się nie martwić, Ola pięknie je, pięknie się bawi, tylko nie dotrwała do drzemki ze starszakami i padła spać z dzidziusiami
Ja: a jak ją panie usypiały?
D: Położyłyśmy ją do łóżeczka koło Filipka i Weroniczki, dałyśmy misia, Ola trochę pomarudziła i usnęła
Ja: ze smokiem (Ola w domu zasypia zawsze ze smokiem)
D: z jakim smokiem? Ani razu nie dałyśmy jej smoka.
Ja: dobrze, w takim razie przyjadę po obiadku.

0 14.00 dzwoni pani dyrektor:
D: Ola zjadła tyle obiadku co chłopaki, bawi się pięknie, jak pani chce może pani przyjechać później
Ja: ok, to popracuje do 15 i się zjawię.
No i się zjawiłam. Dziecko na mój widok zerwało się, zaczęło tańczyć, pokazywać mi zabawki, pokazywać dzieci – tyle miała mi rzeczy do opowiedzenia.
Ja: ślicznie Olu, pójdziemy do domku, do tatusia?
Ola (bez namysłu): NIE

I to by było na tyle relacji z pierwszego dnia w żłobku:)
P.S. Ola poznała w żłobku literkę A.