czwartek, 27 stycznia 2011

Meksyk

19 stycznia przylecielismy do Frankfurtu, gdzie mielismy nocleg. W naszym hostelu pracowaly Polki, wiec pogawedzilismy sobie przy sniadaniu, wiedzac ze w Meksyku z Polakami juz tak latwo nie bedzie. Nastepnego dnia po 12-to godzinnym locie dotarlismy do Mexico City. Okolo 30 milionow mieszkancow, brud, smrod - tak bym podsumowala wizyte. Na kazdym kroku policjanci z dluga bronia palna, albo gawedzacy w grupkach, albo patrolujacy miasto z pickupow z bronia gotowa do strzalu. Tuz za nimi pucybuci i sprzatacze. Im dalej od centrum, tym mniej policji i calej reszty, a tym wiecej biedoty, smieci, bezdomnych spiacych na chodniku, dzieci bawiacych sie na ulicy. Tutaj sprobowalismy naszego pierwszego meksykanskiego jedzenia - wypala przelyk. Tacosy smierdza mokrym psem, ale mozna sie do nich przyzwyczaic. Do wszystkiego podaja limonki i rozne sosy oraz przepyszne soki ze swiezo wyciskanych owocow.
Nastepny przystanek - Teotihuacan. To najwieksze starozytne miasto Meksyku, stolica poteznego imperium. Ruiny robia wrazenie. Wspielismy sie na piramide Slonca i Ksiezyca, spotkalismy Amerykanow, ktorzy 2 lata mieszkali w Gdyni i przypieklismy sie troche w palacym sloncu.
Puebla - tani nocleg, dobre jedzenie, piekne stare miasto.
Oaxaca - Pelne zabytkow miasto harmonijnie laczace indianska i kolonialna przeszlosc. Tutaj jak do tej pory mielismy najbardziej zjawiskowy nocleg. W pokoju tylko lozko, krzeslo i stol, zadnych polek, wieszakow etc. W lazience najpierw tylko zimna woda, pozniej kompletny jej brak. U Madzi i Jacka w pokoju na odwrot, najpierw wrzatek, pozniej tez brak wody. Na ulicach co chwila jeep policyjny oczywiscie z policjantami z dluga bronia.
Monte Alban - jeden z najwspanialszych kompleksow piramid w Meksyku i dawne centrum kultowe Zapotekow.
Wycieczka nad wodospad - nazwy nie pamietam, wrzucimy ja pozniej. Pochodzilismy troche po gorach, Jacek jako jedyny odwazny wykapal sie.
San Cristobal de Las Casas - oczywiscie przechadzki po ichnim starym miescie, dobre jedzenie, pyszne soki, rynek z Indianami sprzedajacymi rekodzielo. Zaopatrzylismy sie w koszulki i korale.
Aktualnie czekamy na autobus do Palenque.
P.S. Nie mam na klawiaturze polskich znakow, wiec przepraszam. Zdjec tez nie moge wrzucic - wszystko uzupelnimy pozniej.



wtorek, 18 stycznia 2011

2 lata


Agnieszka zrobiła nam piękny tort (jestemy na etapie zafascynowania psami i kotami,a w szczególności ich ogonami). Goście przynieśli mnóstwo prezentów i dużo dobrego humoru. Jednym słowem wszystko się udało. Kolejna impreza – 30-stka mamy, ale to już w Meksyku. Oj będzie się działo:)