Święta spędziliśmy u dziadków na Podlasiu. Olcia była atrakcją sezonu, została jak zwykle obsypana prezentami, wyściskana i wycałowana. Na Sylwestra zjechaliśmy już do Gdańska, aby zebrać siły przed Nowym Rokiem. Ola nagle stwierdziła, że raczkowanie odchodzi do lamusa i czas zacząć chodzić i w Nowy Rok weszła chwiejnym, trochę kaczkowatym, ale samodzielnie stawianym krokiem:) 4 stycznia mama wróciła na łono zawodowe, a dziecię trafiło pod skrzydła niani Danusi. Wszyscy dzielnie znosimy rozłąkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz