Operacja trwała kilka godzin, ale chyba się udała. Teraz co najmniej miesiąc unieruchomienia, no i długa rehabilitacja.
Mamy teraz w domu istny szpital na peryferiach. Moja mama to siła sprzątająco-gotujaco-opiekujaca się nad dzieckiem, a ja jestem szoferem, robię zastrzyki, donoszę lód na kolano i czuwam w nocy. Jeśli dodać do tego moje złe samopoczucie, ciągłe nudności, wymioty i ból brzucha, to mamy niezły młyn. Jeśli chodzi o pozytywy, to mamy już ogarnięty dom po przeprowadzce – zasługa mamusi, piękny las pod nosem, towarzystwo sarenek, dzikiego ptactwa, żab itp. Dziecko po całym dniu na podwórku śpi w nocy jak susełek.
W sobotę Madzia ma swój wielki dzień – wychodzi za mąż i nas tam nie będzie:(
piątek, 24 czerwca 2011
wtorek, 21 czerwca 2011
Przeprowadzka
No i stało się. W niedzielę przeprowadziliśmy się do naszego domu. Gdyby nie moja mama i pomoc innych życzliwych osób nie udałoby się nam to chyba nigdy. Ja w ciąży i nie mogę dźwigać, a Mariusz o kulach. Od jakiegoś czasu bolało go kolano, na które miał operację jeszcze w liceum. W piątek był u ortopedy, umawiali się luźno na zabieg, ale los chciał inaczej. Po wizycie u ortopedy coś w kolanie pyknęło, noga się zblokowała i operacja w trybie pilnym odbywa się właśnie teraz. Ja siedzę w pracy i nie mogę się na niczym skupić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)