czwartek, 27 listopada 2008

Informatyk po godzinach


Wczoraj Mariusz robił ostatnie poprawki na białych ścianach, zostało poprzecierać i malujemy. O farbę trochę się posprzeczaliśmy, bo jak mi mąż opisywał jaki on by chciał kolor, to mi się nerw włączał.
On: pomalujemy na taki jaskrawożółty, jak Kubuś Puchatek
Ja: Kubuś to taki ciepły żółty
On: jak patrzyłem na paletę kolorów, to Kubusiowy kolor był tuż przed pomarańczowym
Ja: Kubuś pomarańczowy?
On: no tuż przed pomarańczowym, taki żarówiasty….
Stanęło na tym, że dałam mu wolną rękę w zakupie farby, bo nie miałam już siły. Jaką kupił? Taką jak mu się podobała, ale o 2 tony jaśniejszą. To się nazywa sztuka kompromisów:)
A wy jak myślicie, jakiego koloru jest Kubuś Puchatek?

wtorek, 25 listopada 2008

Remontu ciąg dalszy


W sobotę, zgodnie z zapowiedzią, ja zostałam wyeksmitowana do dziewczyn Jaspa – żony Madzi i córki Julci (dzięki dziewczyny za przygarnięcie, nakarmienie i wyprowadzenie na spacer), a chłopaki pracowali. Dzięki Jaspowi, który okazał się muzą i siłą napędową całego zajścia (Mariusz przecież nie mógł się lenić, jak obok zawzięcie pracował kolega) chłopaki przez sobotę i niedzielę pozacierali pierwsza warstwę cekolu, poprawili niedoskonałości, przetarli i nałożyli drugą warstwę. Ją znów pozacierali i pomalowali na biało sufit i trzy ściany. Czwarta ściana była zbyt mokra, dlatego dopiero dziś czeka ją gładzenie i malowanie na biało. Później drobne poprawki kosmetyczne i będziemy kłaść kolor. Trzeba jeszcze pomalować kaloryfer, wymienić drzwi, położyć wykładzinę i gotowe! Żyję nadzieją, że przyszły tydzień upłynie mi na sprzątaniu, wietrzeniu i układaniu.
Zapomniałam jeszcze o Lisku, który przyczynił się do sprawniejszego działania dowożąc worek cekolu:)

czwartek, 20 listopada 2008

Podglądaliśmy córcię i ....

Ola waży prawie 1,5 kg, jest drobniutka, ale lekarz jest zadowolony, bo przy cukrzycy ciążowej lepiej jak dzidziuś jest mniejszy. Ułożyła się już główką do dołu, może się jeszcze przekręcić, ale ma to już bardzo utrudnione, wszak nasze dziecię ma ok. 40 cm długości. Kopie mocno, wierci się, jest jej coraz ciaśniej i mniej wygodnie. Największe harce urządza jak się położę i próbuję zasnąć. Kopie mnie wtedy w lewy bok, wiec układam się na prawy. Chwilę jest spokój i czuję wypiętą pupę? plecy? (fajnie tak zgadywać) w prawym boku, więc się przekręcam i tak się bawimy, aż któraś się podda i zaśnie. Dziś rano leżała spokojnie, a na głośne kichnięcie Mariusza (oj, on to potrafi kichnąć) podskoczyła gwałtownie. Jednak to prawda, że dzieci w brzuchu mamy słyszą i reagują na gwałtowne i głośne dźwięki:)
W SR zakończyliśmy pobieranie nauk, choć może będzie jeszcze spotkanie z psychoterapeutą, czekam na cynk od koleżanki. Dyplomu jeszcze nie dostaliśmy, bo egzamin dopiero w styczniu na porodówce.
Remont stanął na razie na wycekolowaniu 1/3 pokoju. Dziś ma być ciąg dalszy, a w weekend przecieranie cekolu (nie mam pojęcia czy tak się to nazywa) przez Mariusza i Jaspa. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Ja mam być wyeksmitowana na ten czas z mieszkania. Podobno ze względu na kurz, ale grom go wie czy nie mają chłopaki jakiś innych planów niż samo zacieranie. Może z rozpędu pomalują kibelek i łazienkę?:) Chciałabym już mieć czysto i zacząć meblować pokoik, poukładać ubranka w szafie, spakować torbę do szpitala. To się ponoć nazywa syndrom wicia gniazda, nigdy wcześniej nie miałam takiej nieodpartej potrzeby sprzątania.
Renatka z Wojtkiem przywieźli już kołyskę do moich rodziców. Wpadli na pomysł, aby wydrapać imiona i daty urodzin dzieci, które z kołyski skorzystają – super sprawa taka wielopokoleniowa kołyska. Od Zbynia i Zosi dostaniemy wózek, może na wózku też coś wydrapać? Co ty na to Zofik? A może jakiś hafcik zamiast wydrapywania?

P.S. Właśnie po naszym balkonie biega pan z wiadrem i wałkiem do malowania – znak, ze chyba kończą elewację.

piątek, 14 listopada 2008

Remont rozpoczęty

Remont rozpoczęty. Wszystkie graty wylądowały w dużym pokoju, który teraz wcale taki duży nie jest. Dzielnie lawiruję między sprzętami, choć czasem atakuje mnie krzesło, albo rower, albo jakaś inna rzecz. Mariusz znosi cierpliwie moje humory, które objawiają się płaczem i pytaniami: ”czy zdążymy z tym remontem?”. Po prostu czasem zapominam, że mój mąż to informatyk, a nie firma remontowo-budowlana odnawiająca pokój dziecięcy w jeden dzień. On remont traktuje rekreacyjnie, pracuje jak ma wenę twórczą, ale obiecał, że do porodu się wyrobi:) Tapetę z samochodzikami zastąpi żółta ściana z ozdobnym paskiem tapety z Kubusiem Puchatkiem (jeśli cekolowanie da zadowalajace rezultaty - to Mariusza debiut), albo żółta tapeta w misie (jeli cekol, mimo chęci, nie da się ujarzmić). Na podłodze zamiast wykładziny rodem z F1 będzie wykładzina z Kubusiem i Tygryskiem na niebieskim tle.

W SR zostało nam tylko jedno spotkanie – przećwiczenie oddychania. Później chcę się wybrać do szpitala na Zaspie, aby zobaczyć sobie trakt porodowy, bo właśnie tam planuję rodzić. We wtorek wizyta u lekarza. Moja tabelka z wynikami poziomu cukru we krwi już nie wygląda tak ładnie jak przy ostatniej wizycie. Wartości mi się podniosły, nie tyję i jestem ciągle głodna. Zobaczymy co na to powie specjalista.

wtorek, 4 listopada 2008

Dary losu

W miniony weekend byliśmy u naszych rodziców. Przyjechaliśmy obładowani jak nigdy: jabłka, ziemniaki, marchew, cebula, pory, selery, kilka skrzynek słoików z różnymi przetworami domowej roboty i setki innych rzeczy. Przywieźliśmy też wyprawkę dla naszej córci: kaftaniki, bluzeczki, pajacyki, śpiochy, spodenki, rajstopki, kurteczki itp. Wszystko w ilościach, które niejednego przyprawiłyby o zawrót głowy. Moja mama wszystko uprała, mnie czeka tylko prasowanie tych miniaturowych ubranek. Troszkę większe spódniczki, sukieneczki, bluzeczki i inne typowo dziewczęce stroje czekają na Olę już od jakiegoś czasu, kiedy to pan listonosz zaskoczył nas przynosząc paczkę od cioci Renatki z Warszawy. Po małej Wiktorii dostaniemy również kołyskę, wanienkę ze stelażem i przewijak oraz kolejną porcję ubrań. Zosia z Wrocławia też ma czymś nas obdarować, tak więc teraz czekam tylko na męża, aby szybko zrobił pokój, w którym będę składować wszystkie nasze zdobycze w oczekiwaniu na córeczkę.
Wszystkim ofiarodawcom serdecznie dziękujemy, a po odchowaniu naszej pociechy obiecujemy też kogoś potrzebującego obdarować:)