piątek, 11 września 2009
Urlop
Udało się, w końcu wyruszyłyśmy samochodem do dziadków na Podlasie. Z pomocą przyjechał mój tata, aby w razie czego wesprzeć radą młodego kierowcę (czyli mnie) i zająć się wnusią. Przejechałam 2/3 trasy za kierownicą, a później zamieniłam się z tatą, bo wydawał mi się ciut zmęczony śpiewaniem piosenek, opowiadaniem wierszy i wydurnianiem się. Gdzie te czasy kiedy Olcia spała całą drogę do Grajewa i z powrotem? Przez półtora tygodnia byłyśmy w gościach, albo goście przyjeżdżali do nas. Ola jak zwykle została obsypana górą prezentów, obnoszona na rękach, wycałowana i wyściskana. Nawdychałyśmy się świeżego powietrza, objadłyśmy za wszystkie czasy, zapakowałyśmy yariske pod dach i ruszyłyśmy w drogę. Tym razem Olą podczas podróży dzielnie opiekowała się babcia Tereska, a ja stwierdziłam, że taka trasa 400 km to dla mnie pikuś.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Fajnie, że urlop się udał. Żałuję tylko, że się nie spotkałyśmy, jak to wstępnie było w planach. Podrzuciliście kołyskę może?
To teraz zapraszamy do nas, trochę bliżej :)
Kołyski nie podrzuciliśmy, ale tata w każdej chwili może to zrobić jeśli chcecie. A do Ciebie Marto wybierzemy się pewnie jak Kubuś będzie na świecie, żeby 2 razy nie ganiać:)
Prześlij komentarz