Operacja trwała kilka godzin, ale chyba się udała. Teraz co najmniej miesiąc unieruchomienia, no i długa rehabilitacja.
Mamy teraz w domu istny szpital na peryferiach. Moja mama to siła sprzątająco-gotujaco-opiekujaca się nad dzieckiem, a ja jestem szoferem, robię zastrzyki, donoszę lód na kolano i czuwam w nocy. Jeśli dodać do tego moje złe samopoczucie, ciągłe nudności, wymioty i ból brzucha, to mamy niezły młyn. Jeśli chodzi o pozytywy, to mamy już ogarnięty dom po przeprowadzce – zasługa mamusi, piękny las pod nosem, towarzystwo sarenek, dzikiego ptactwa, żab itp. Dziecko po całym dniu na podwórku śpi w nocy jak susełek.
W sobotę Madzia ma swój wielki dzień – wychodzi za mąż i nas tam nie będzie:(
2 komentarze:
Aniu,
Mimo, że macie pod górkę, cieszę się bardzo, że się udało przeprowadzić i trzymam kciuki za nowego członka rodziny - bardzo bardzo się cieszę :)
Aga z Wawy
Uprzejmie donoszę, że nowego członka rodziny podgladałam wczoraj. Ma 3,5 cm i sobie spokojnie pływa w brzuchu. Chyba nie rusza go całe zamieszanie z przeprowadzką, operacją i moim samopoczuciem. Pozdrawiamy.
Prześlij komentarz