środa, 24 grudnia 2008

Wigilia

Nasza pociecha waży 2,5 kg i rozwija się prawidłowo. Lekarz pozwolił nam pojechać do rodziców na święta, tak więc wyruszyliśmy w 400-kilometrową podróż. Mój przewidujący mąż postanowił wyruszyć o 5 rano, tak na „w razie czego” (czyt. korki, wypadki, moje złe samopoczucie). Zgarnęliśmy po drodze Madzię i Jacka i ruszyliśmy na Podlasie. Jechało się bardzo dobrze, do momentu aż za Elblągiem pedał sprzęgła został sobie w podłodze, urwała się linka. Wraz z pędzącą do nas z Ostródy lawetą mnie dopadły skurcze. Po trzech godzinach po awarii i skurczach nie było śladu. Szczęśliwie dotarliśmy do rodziców, gdzie czekały nas dwie Wieczerze Wigilijne i dwóch Mikołajów. Nawet ciasta sobie troszkę pojadłam, bo poziom cukru miałam dobry. To się nazywa magia świąt:)

Brak komentarzy: