
Teraz jesteśmy nad Morzem Karaibskim. Wczoraj przyjechaliśmy do Cancun, po czym przeprawiliśmy sie promem na wyspę Isla Mujeres. Ja kibicuję, reszta robi kurs nurków. Właściwie zaczęliśmy we czwórkę. Ja postanowiłam przełamać swój lęk przed wodą i też poszłam na kurs. Skusiło mnie to, ze spotkaliśmy Polkę - instruktorkę nurkowania, która poprowadziła dla nas kurs po polsku. Rano film instruktażowy, później test, pokaz sprzętu, ćwiczenia z montażu sprzętu, oddychanie itp. - to wszystko poszło mi łatwo. Bałam się, ale myślałam, że dam radę. Gdy szliśmy ze sprzętem nad wodę już ogarniała mnie panika, ale się jakoś trzymałam. Wejście do wody - jeszcze jest ok. Pierwsze ćwiczenia pod wodą - wymiękłam. Wsparcie męża, zapewnienia Małgosi (instruktorki), że będzie dobrze, tylko potrzebuję więcej czasu - nic mi nie pomogło. Zrezygnowałam. Woda chyba nie jest dla mnie. Posiedziałam na plaży, popatrzyłam jak ćwiczy reszta i stwierdziłam, że tak też jest dobrze. Karaiby, praży słońce, ja nie muszę nic robić. A że nie nurkuję? Co z tego, nie muszę być idealna.
Jutro oni schodzą na 10 metrów, a ja opalam sie na łódce.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz