
W Oaxace cały dzień biegałam z silnym rozstrojem żołądka do ubikacji. Dopadła mnie zemsta Montezumy. Biegunka, wymioty, ostry ból brzucha, a na koniec dnia, na dworcu poczułam, że robi mi sie ciemno przed oczami i odleciałam. Ocknęłam sie na wózku a`la inwalidzkim w pomieszczeniu lekarza. Z relacji wiem, ze osunęłam się na plecak, więc położyli mnie szybko na podłodze. Od razu podbiegł jakiś gość i kazał mi podnieść nogi do góry, w ślad za nim pojawiła się ochrona dworca z wózkiem. Chłopaki przetransportowali mnie na wózek, a później prosto do pomieszczenia lekarza. Nie wiem czy na jakimś polskim dworcu jest jakakolwiek opieka medyczna. Tutaj całe szczęście była. Zmierzono mi od razu ciśnienie, lekarz powiedział pani ochroniarz co ma kupić i razem z Jackiem pobiegli do apteki. Po wypiciu elektrolitów, wywietrzeniu się na powietrzu i poleżeniu na dworcowej ławce, doszłam do siebie. Czekała mnie jedenastogodzinna podróż autobusem w górach. Na zakrętach czułam, że znów odlatuję, ale jakoś dotrwałam. Od tej pory jestem żywą reklamą elektrolitów, które piję, gdy tylko zaczynam się czuć niewyraźnie.
1 komentarz:
a gdzie fotki?:) m.m.
Prześlij komentarz