Dziś odbyliśmy pierwszy spacer. Ola płakała strasznie, gdy ją ubierałam, więc fortelem wcisnęłam jej smoczka (mieliśmy jej go nie dawać, ale teoria swoje, a życie swoje). Smok zadziałał błyskawicznie – po 20 sekundach dziecko było ubrane, uspane i z wyplutym smokiem:) Spacer zaczęliśmy od odwiedzenia Lisiczki Asi, która w dresach wyskoczyła do nas przed blok, aby podziwiać Olę w wózeczku (wczoraj dostaliśmy od Asi czerwoną kokardkę do zaczepienia w wózeczku, aby odpędzać uroki). Później zrobiliśmy rundkę pomiędzy blokami i kamienicami w starej części dzielnicy i zawitaliśmy do wujka Pitera, który przeszedł się z nami kawałek. Po godzinie i 10 minutach byliśmy znów w domu. Dziecko po wyjęciu z wózka spało smacznie jeszcze godzinkę i tym samym pozwoliło nam zjeść obiad. Teraz wraz z tatusiem ucina sobie drzemkę, abym ja mogła nadrobić zaległości na blogu. Dziś był dobry dzień, dziecko najedzone i wyspane, mama tak samo, tylko tatuś chyba doznał szoku tlenowego, bo śpi i śpi:)
Zosiu, wózek prowadzi się pierwsza klasa!
1 komentarz:
znalazłam dzisiaj folię przeciwdeszczową od wózka, więc znaczy, że dostaliście jakąś inną a nie tą co trzeba (mam nadzieję, że tamta też pasuje). Jak tylko odzdrowieję na tyle, że będę mogła wyjść z domu, to wyślę Wam ją pocztą. Buziaki i cieszę, się, że się wózio przydaje :)
Prześlij komentarz