Wczoraj pomimo cukrzycy jadłam kawałek torta i jedną kosteczkę czekolady. Niebo w gębie:) No, ale po kolei…
Ponieważ wieczorem miała nas nawiedzić Sister z Jackiem w celu świętowania urodzin Mariusza, ja jako perfekcyjna pani domu postanowiłam upiec ciasto. Chciałam zrobić szarlotkę na ciepło z lodami, ale Mariusz wyprosił u mnie torta. Mężowi się nie odmawia, szczególnie w jego urodziny, tak więc powstał tort imponujący z masą śmietanowo-ajerkoniakową posypany prażonymi migdałami. Serce mi się krajało jak go robiłam i powstrzymywałam się przed wylizywaniem garnuszka po kremie.
Po obiedzie mieliśmy wizytę u ginekologa zajmującego się cukrzycą. Pochwalił mnie za wzorcowe wyniki pomiarów cukru we krwi, ale też trochę zmartwił słowami: „dopiero teraz się zacznie, teraz organizm poczuje, że jest w ciąży i jest bardziej obciążony”. Tak więc insuliny nie biorę, ale dieta do końca ciąży, kłucie w palce nadal 6 razy dziennie i kolejna wizyta za 3 tygodnie. U mojej pani doktor prowadzącej ciążę miałam mieć wizytę za 2 tygodnie, więc wspólnie z doktorem cukrzycowym ustaliłam, że przechodzę do niego pod opiekę, żeby nie biegać do dwóch lekarzy.
Po powrocie od doktora byłam tak zadowolona ze swoich wyników cukru, że postanowiłam zrezygnować z kolacji na rzecz małego, słodkiego co nieco. Mniammmm:)
Sister chciała się czegoś napić, z góry założyła, że mamy sok do rozrabiania z wodą. Jakież było jej zdziwienie, gdy usłyszała, że serwujemy tylko wodę lub herbatę. Gdy zadzwonił teść (mój teść, jej tata) usłyszał mniej więcej te słowa: ”Wiesz tato, przez to że Anka ma cukrzycę to Mariusz nic nie może jeść, jak stanie bokiem to go już prawie nie widać”. Pewnie dlatego jej zamorzony brat dostał w prezencie słodycze ze słowami : „Tylko schowaj przed Anią i sam jedz”. Dla niewtajemniczonych - mój biedny, wychudzony mąż przedstawia się następująco: 187 cm wzrostu, 113 kg wagi.
środa, 29 października 2008
wtorek, 28 października 2008
Grubach
Dziś mężowe urodziny. Upiekłam wczoraj tort do jego pracy i jak na razie reklamacji nikt nie zgłaszał. Mariusz powiedział, że ciasto szybko zniknęło, ale ja i tak jestem z siebie z lekka niezadowolona. Biszkopt mi wyszedł jakiś dziwny, kroił się nieładnie. Wypadł mi mikser z rąk przy ubijaniu śmietany i opryskałam całą kuchnię. Sokiem z brzoskwiń ubabrałam podłogę itp., itd. Czytałam gdzieś, że ciężarne robią się niezdarne i na własnym przykładzie widzę, że to prawda. A to coś upuszczę, a to zawadzę brzuchem (ostatnio trąciłam brzuchem patelnię z gorącym olejem – zmywałam podłogę kilka razy), a to źle ocenię swój obwód talii (już 100cm) i próbuję zmieścić się tam, gdzie się nie mieszczę. Zaczęłam nawet chodzić jak kaczuszka, kołysząc się na boki. Mąż mówi do mnie „grubachu”, dobrze, że chociaż pani w mięsnym zawsze woła mnie na początek kolejki i mówi mi, że ślicznie wyglądam w ciąży:)
Jednak jak Ola zaczyna się wiercić i namacalnie dawać znać o sobie, zapominam o całej swojej niezdarności i cieszę się, że będę mamą.
Jednak jak Ola zaczyna się wiercić i namacalnie dawać znać o sobie, zapominam o całej swojej niezdarności i cieszę się, że będę mamą.
wtorek, 21 października 2008
Cukrzycowo
Jestem 2 kg szczuplejsza, mam pokłute palce, a dziś dodatkowo pokłute żyły (panie w laboratorium jak zwykle marudziły, że nie maja się gdzie wkłuć). Mierzę i ważę wszystko co jem, aby broń Boże nie opchać się za bardzo węglowodanami, ale rezultat jest taki, że każdy pomiar cukru jak do tej pory mam w normie:)
Co do komentarzy dziewczyn z poprzedniego posta, to faktycznie macie rację – będę już solidnie przygotowana do karmienia.
Co do komentarzy dziewczyn z poprzedniego posta, to faktycznie macie rację – będę już solidnie przygotowana do karmienia.
piątek, 17 października 2008
Słodka ciąża
Oleńka ma już ok. 30 cm i waży 900g. Mi przytyło się 12 kg, ale w ciągu najbliższych tygodni mogę schudnąć i nie będzie w tym nic niepokojącego – tak powiedział pan doktor. A to wszystko za sprawą cukrzycy ciążowej, której jestem posiadaczką. Właściwie za sprawą walki z cukrzycą, bo od samej cukrzycy się wręcz tyje. Pobieram sobie krew 6 razy dziennie i badam poziom glukozy, zapisuję to w magicznym dzienniczku i jak przekraczam normę to eliminuję coś ze swojej diety, albo zmniejszam porcje. Ale nie w nieskończoność, mam pewien próg, poniżej którego nie mogę już okroić swoich posiłków. Najbardziej mnie boli wielkość porcji, brak słodyczy i soków, no bo ile można pić wody lub herbaty? Teraz życie kręci się wokół zegarka (odczyty są na czczo i 1 godzinę po posiłku) i tabelki z wartościami wymienników węglowodanowych. Jeśli dieta nie pomoże, czeka mnie insulina, no ale poczekajmy 12 dni.
Wraz ze SR zwiedzałam trakt porodowy w Szpitalu Wojewódzkim. Niby nic wielkiego, a jak położna opowiadała co się robi po przyjeździe do szpitala, co jest czym na sali porodowej, co robi personel, co może robić ciężarna, to wszystko się wydaje takie mniej abstrakcyjne i do przejścia :)A wraz z mężem moim kochanym wczoraj mieliśmy masaż noworodka, przewijanie i ubieranie. Pani znów męczyła bardziej tatusiów niż mamusie.
Wraz ze SR zwiedzałam trakt porodowy w Szpitalu Wojewódzkim. Niby nic wielkiego, a jak położna opowiadała co się robi po przyjeździe do szpitala, co jest czym na sali porodowej, co robi personel, co może robić ciężarna, to wszystko się wydaje takie mniej abstrakcyjne i do przejścia :)A wraz z mężem moim kochanym wczoraj mieliśmy masaż noworodka, przewijanie i ubieranie. Pani znów męczyła bardziej tatusiów niż mamusie.
sobota, 11 października 2008
Różności
Wycofaliśmy wniosek o zatwierdzenie projektu budowlanego ze starostwa. Powód? Polska rzeczywistość. Pani wypunktowała nam o jakie dokumenty powinniśmy projekt uzupełnić. Mariusz pozbierał wszystkie papierki, prócz jednego. Otóż na papier stwierdzający to, że mamy już na działce prąd będziemy czekać 2 miesiące. Tak więc wszystko się ciut przedłuży, dobrze że nie mieliśmy w planie zaczynać budowy w październiku.
W środę w SR spotkaliśmy naszych znajomych, rodzą córeczkę dwa tygodnie przed nami. Uczyliśmy się kąpania malucha i ogólnej pielęgnacji delikatnej skóry niemowlaka. Taka szkoła to dobre doświadczenie dla przyszłych tatusiów i to właśnie do nich głównie pani położna adresowała swoje wskazówki. W piątek mieliśmy spotkanie z pediatrą, opowiadał o tym co może czyhać na dzidziusia po opuszczeniu bezpiecznego brzucha mamusi. W poniedziałek ja mam ćwiczenia, w środę zwiedzam porodówkę, później czeka nas nauka przewijania i spotkanie z położnikiem. Uff, czujemy się jak w prawdziwej szkole, nauka i nauka, a od 21 stycznia sesja egzaminacyjna:)
Dziś mój mąż z samego rana pojechał do Chorzowa wspierać naszą reprezentację piłki nożnej w meczu z Czechami. Ja będę wspierać piłkarzy i męża przed telewizorem. Do boju chłopaki!
W środę w SR spotkaliśmy naszych znajomych, rodzą córeczkę dwa tygodnie przed nami. Uczyliśmy się kąpania malucha i ogólnej pielęgnacji delikatnej skóry niemowlaka. Taka szkoła to dobre doświadczenie dla przyszłych tatusiów i to właśnie do nich głównie pani położna adresowała swoje wskazówki. W piątek mieliśmy spotkanie z pediatrą, opowiadał o tym co może czyhać na dzidziusia po opuszczeniu bezpiecznego brzucha mamusi. W poniedziałek ja mam ćwiczenia, w środę zwiedzam porodówkę, później czeka nas nauka przewijania i spotkanie z położnikiem. Uff, czujemy się jak w prawdziwej szkole, nauka i nauka, a od 21 stycznia sesja egzaminacyjna:)
Dziś mój mąż z samego rana pojechał do Chorzowa wspierać naszą reprezentację piłki nożnej w meczu z Czechami. Ja będę wspierać piłkarzy i męża przed telewizorem. Do boju chłopaki!
środa, 8 października 2008
Szkoła rodzenia ciąg dalszy
Byliśmy wczoraj w szkole rodzenia, a ponieważ żadna inna para nie dotarła, mieliśmy zajęcia indywidualne. Powtórzyliśmy oddychanie w I i II fazie porodu i pani pokazała jak się oddycha w III fazie, a właściwie jak się w niej sapie. Nic przyjemnego. Przećwiczyliśmy pozycję stojącą, leżącą, zaznajomiliśmy się z workiem sako i co najważniejsze, uzyskaliśmy odpowiedzi na wiele pytań. Tylko, że przez niektóre odpowiedzi mam mętlik w głowie. Chciałam rodzić na Zaspie, pani poradziła Wojewódzki lub Puck. Chciałam opłacić położną, która będzie ze mną przez cały czas, pani odradziła. Powiedziała, że się tak wyćwiczę w SR, że urodzę z każdą położną, bo będę wiedziała jak z nią współpracować. Sama nie wiem… Dziś znów zajęcia, tym razem na pewno kąpiel noworodka.
poniedziałek, 6 października 2008
Taniec brzucha
Do tej pory czułam jak Ola mnie szturcha i się rozpycha w brzuchu, ale nie przyglądałam się nigdy co się wtedy dzieje z moim ciałem. Wczoraj leżałam sobie wygodnie w łóżku, radyjko grało, córcia się wierciła, ja do niej mówiłam, aż tu nagle patrzę, a mój brzuch zaczyna falować. Wybrzuszył się raz, myślałam, że coś mi się przewidziało. Kopniak i wybrzuszenie, następny i to samo. Zawołałam Mariusza, no i skoro on też zobaczył rewolucję w moim brzuchu, to stwierdziłam, że nie śni mi się, nasza córka rządzi już na całego. Strasznie to wzruszające.
czwartek, 2 października 2008
Szkoła rodzenia
Wczoraj zapisaliśmy się do szkoły rodzenia. Mieliśmy już pierwszą lekcję – oddychanie na piłkach. Pani, która prowadzi zajęcia jest bardzo bezpośrednia i śmieszna. Musiałam zamykać oczy przy oddechach, bo jak tylko otwierałam, to chichotałam, może na następnych zajęciach przejdzie mi ta głupawka. Pani opowiadała o fazach porodu, co się wtedy dzieje z mamą i z dzieckiem, jak w każdej fazie oddychać, aby dotlenić siebie i dzidziusia no i zmniejszyć ból. Jedna dziewczyna zapisywała wszystko w zeszycie, pewnie uda się z nim na porodówkę:) Generalnie prowadząca wszystko kazała zapamiętywać partnerom, bo oni nas maja wspierać w tym oddychaniu w szpitalu. Kobiety mają prawo zapomnieć ile oddechów przy jakim skurczu wykonać. Panów uświadamiała także jak może się zachowywać partnerka i ja na miejscu tych biednych facetów chyba bym się przeraziła, taką im straszną wizję nakreśliła. Ano możemy się do nich nie odzywać, ale to chyba mniejsze zło. Możemy marudzić, ale to też nie takie straszne, jeśli niektórzy mają marudzenie na co dzień albo przynajmniej kilka dni w miesiącu. Najgorsze to chyba to, że możemy rodząc krzyczeć, wyzywać, używać wulgaryzmów, obarczać mężów winą za całe to nasze cierpienie…..oj biedny Mariuszek. Ostatnio kolega mówił, że podczas porodu jego dziewczyna wrzeszczała na niego, że to wszystko jego wina, na co Mariusz ze stoickim spokojem odpowiedział: „Eeee, Ania tak nie zrobi, ona dobrze wychowana jest”. Obyś się nie zdziwił mężu:)
Następne zajęcia we wtorek, też z partnerami, chyba będzie kąpanie noworodka (lalki). Ja sama zaś będę miała ćwiczenia dla ciężarnych, spotkanie z pediatrą, zwiedzanie porodówki itp. Acha, zapomniałam napisać, że zostaliśmy pochwaleni jako jedyni za prawidłowe oddychanie. Ja dzielnie wypinałam i wciągałam brzuch, a Mariusz rozluźniał ręce na wdech i dociskał na wydech i bujał mnie na piłce, ale to była już jego własna inicjatywa (nudziło się chłopakowi). Na koniec powiedział pani, że to łatwizna, on już wszystko umie:)
Następne zajęcia we wtorek, też z partnerami, chyba będzie kąpanie noworodka (lalki). Ja sama zaś będę miała ćwiczenia dla ciężarnych, spotkanie z pediatrą, zwiedzanie porodówki itp. Acha, zapomniałam napisać, że zostaliśmy pochwaleni jako jedyni za prawidłowe oddychanie. Ja dzielnie wypinałam i wciągałam brzuch, a Mariusz rozluźniał ręce na wdech i dociskał na wydech i bujał mnie na piłce, ale to była już jego własna inicjatywa (nudziło się chłopakowi). Na koniec powiedział pani, że to łatwizna, on już wszystko umie:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)