czwartek, 2 października 2008

Szkoła rodzenia

Wczoraj zapisaliśmy się do szkoły rodzenia. Mieliśmy już pierwszą lekcję – oddychanie na piłkach. Pani, która prowadzi zajęcia jest bardzo bezpośrednia i śmieszna. Musiałam zamykać oczy przy oddechach, bo jak tylko otwierałam, to chichotałam, może na następnych zajęciach przejdzie mi ta głupawka. Pani opowiadała o fazach porodu, co się wtedy dzieje z mamą i z dzieckiem, jak w każdej fazie oddychać, aby dotlenić siebie i dzidziusia no i zmniejszyć ból. Jedna dziewczyna zapisywała wszystko w zeszycie, pewnie uda się z nim na porodówkę:) Generalnie prowadząca wszystko kazała zapamiętywać partnerom, bo oni nas maja wspierać w tym oddychaniu w szpitalu. Kobiety mają prawo zapomnieć ile oddechów przy jakim skurczu wykonać. Panów uświadamiała także jak może się zachowywać partnerka i ja na miejscu tych biednych facetów chyba bym się przeraziła, taką im straszną wizję nakreśliła. Ano możemy się do nich nie odzywać, ale to chyba mniejsze zło. Możemy marudzić, ale to też nie takie straszne, jeśli niektórzy mają marudzenie na co dzień albo przynajmniej kilka dni w miesiącu. Najgorsze to chyba to, że możemy rodząc krzyczeć, wyzywać, używać wulgaryzmów, obarczać mężów winą za całe to nasze cierpienie…..oj biedny Mariuszek. Ostatnio kolega mówił, że podczas porodu jego dziewczyna wrzeszczała na niego, że to wszystko jego wina, na co Mariusz ze stoickim spokojem odpowiedział: „Eeee, Ania tak nie zrobi, ona dobrze wychowana jest”. Obyś się nie zdziwił mężu:)
Następne zajęcia we wtorek, też z partnerami, chyba będzie kąpanie noworodka (lalki). Ja sama zaś będę miała ćwiczenia dla ciężarnych, spotkanie z pediatrą, zwiedzanie porodówki itp. Acha, zapomniałam napisać, że zostaliśmy pochwaleni jako jedyni za prawidłowe oddychanie. Ja dzielnie wypinałam i wciągałam brzuch, a Mariusz rozluźniał ręce na wdech i dociskał na wydech i bujał mnie na piłce, ale to była już jego własna inicjatywa (nudziło się chłopakowi). Na koniec powiedział pani, że to łatwizna, on już wszystko umie:)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

jak rodziłam Adasia to babeczka wywaliła męża za drzwi- darła się na niego i wyzywała w końcu kazała mu wypieprzać hahaha dobra była. A ja się bardzo cieszyłam, że Zbyś był ze mną, bynajmniej nie dlatego że chciałam komuś naubliżać. Były chwilę, że mówiłam że się poddaję i dalej nie rodzę bo nie dam rady- w tych chwilach mój mąż się sprawdził w 100%.
Szkoła rodzenia to przydatna rzecz ale sposobami oddychania bym się tak bardzo nie przejmowała- fajnie to umieć, ale w czasie porodu i tak oddychasz tak, żeby bolało jak najmniej. No i piłka na porodówce to jest fantastyczna sprawa- Nobla powinni dać komuś kto to wymyślił!