wtorek, 28 października 2008

Grubach

Dziś mężowe urodziny. Upiekłam wczoraj tort do jego pracy i jak na razie reklamacji nikt nie zgłaszał. Mariusz powiedział, że ciasto szybko zniknęło, ale ja i tak jestem z siebie z lekka niezadowolona. Biszkopt mi wyszedł jakiś dziwny, kroił się nieładnie. Wypadł mi mikser z rąk przy ubijaniu śmietany i opryskałam całą kuchnię. Sokiem z brzoskwiń ubabrałam podłogę itp., itd. Czytałam gdzieś, że ciężarne robią się niezdarne i na własnym przykładzie widzę, że to prawda. A to coś upuszczę, a to zawadzę brzuchem (ostatnio trąciłam brzuchem patelnię z gorącym olejem – zmywałam podłogę kilka razy), a to źle ocenię swój obwód talii (już 100cm) i próbuję zmieścić się tam, gdzie się nie mieszczę. Zaczęłam nawet chodzić jak kaczuszka, kołysząc się na boki. Mąż mówi do mnie „grubachu”, dobrze, że chociaż pani w mięsnym zawsze woła mnie na początek kolejki i mówi mi, że ślicznie wyglądam w ciąży:)

Jednak jak Ola zaczyna się wiercić i namacalnie dawać znać o sobie, zapominam o całej swojej niezdarności i cieszę się, że będę mamą.

5 komentarzy:

dorothy pisze...

Aniu,

Tort był pyszny!!! Ledwo się załapałam:)

A ciężarne nie są niezdarne tylko śliczne!
A twój mąż niech tak nie wyzywa, bo ty zrzucisz te ukochane centymentry za parę miecha, a on NIE!!! :)

Pozdrawiam i trzymam za was kciuki, dziewczyny

Dorota Wiśniewska
ChromeCRM

Ania pisze...

Miło mi słyszeć, że tort smakował:) Chciałam sobie ociupinkę spróbować, ale mi Mariusz nie pozwolił. Gdyby on pilnował swojej diety tak jak mojej, to miałabym szczawika w domu.
A chwile zwątpienia miewam całe szczęście rzadko.
Dziękuję za miłe słowa bojanowa sąsiadko:)

Anonimowy pisze...

panie w sklepie to się umieją zachować, nie? Ja z Adaśkiem w ciąży uwielbiałam chodzić do pobliskiego warzywniaka- od nikogo w życiu nie usłyszałam tylu komplementów co od sprzedawczyni tam. Dawaj jakąś fotę z brzuchem!

kassandra pisze...

Wszystkiego najlepszego Mariuszu!

A na myśl o torcie aż mi ślinka pociekła... Idę jakieś jabłko schrupać!

Ania pisze...

Foty z brzuchem nie wkleję na razie, ponieważ nie posiadam, a zrobić nie mam czym, bo nam Liski na Teneryfe odlecieli i wypożyczyli naszą kartę pamięci do aparatu. Ale obiecuję, że wkrótce coś pstryknę i wkleję.