środa, 24 grudnia 2008
Wigilia
Nasza pociecha waży 2,5 kg i rozwija się prawidłowo. Lekarz pozwolił nam pojechać do rodziców na święta, tak więc wyruszyliśmy w 400-kilometrową podróż. Mój przewidujący mąż postanowił wyruszyć o 5 rano, tak na „w razie czego” (czyt. korki, wypadki, moje złe samopoczucie). Zgarnęliśmy po drodze Madzię i Jacka i ruszyliśmy na Podlasie. Jechało się bardzo dobrze, do momentu aż za Elblągiem pedał sprzęgła został sobie w podłodze, urwała się linka. Wraz z pędzącą do nas z Ostródy lawetą mnie dopadły skurcze. Po trzech godzinach po awarii i skurczach nie było śladu. Szczęśliwie dotarliśmy do rodziców, gdzie czekały nas dwie Wieczerze Wigilijne i dwóch Mikołajów. Nawet ciasta sobie troszkę pojadłam, bo poziom cukru miałam dobry. To się nazywa magia świąt:)
niedziela, 21 grudnia 2008
Dziewiąty miesiąc rozpoczęty
Do porodu (planowany termin 21 stycznia) został równy miesiąc. We wtorek mamy wizytę u lekarza, zobaczymy jak tam nasz skarb rośnie. Ja czuję się już niezbyt fajnie. Ciężko mi chodzić, ciężko siedzieć, niewygodnie leżeć, ale ponoć (opinia Mariusza) mniej marudzę. Chyba nie mam już na to siły:)
Dziś mąż zaczął renowację naszego kibelka. Łazienka pewnie zostanie na wiosnę.
czwartek, 18 grudnia 2008
Szafa
Szafa do pokoju Oleńki przyjechała od stolarza w częściach, bo inaczej nie przeszłaby przez drzwi. Za jej składanie wzięła się ekipa Mariusz & Lisek. Jak widać chłopaki po Polibudzie nie tylko pomalować, ale też skręcić meble bez instrukcji potrafią:)
Od razu wytłumaczę się, dlaczego meble klasyczne, a nie typowo dziecięce. Ano dlatego, że mamy już takie łóżko, szafeczkę i komodę z nadstawką, więc szafę dokupiliśmy z myślą o przyszłym umeblowaniu jednego pokoju w nowym domu. Ola jak podrośnie to pewnie i tak, mam nadzieję, dostanie nowy pokoik z nowymi meblami, które sama sobie wybierze (oczywiście kierując się delikatnymi sugestiami rodziców).
Tak więc szafa już zmontowana i się wietrzy, a jej przepastne wnętrze czeka na zapełnienie malusieńkimi ubrankami i innymi dziecięcymi drobiazgami.
Montaż drzwi i szuflad (Lisek czeka w gotowości, aby rzucić się do pomocy)

Dziś Mariusz ma kupić żyrandol, ja skombinuję jakieś poduchy na sofę i pokoik będzie już czekał na nową lokatorkę.
Od razu wytłumaczę się, dlaczego meble klasyczne, a nie typowo dziecięce. Ano dlatego, że mamy już takie łóżko, szafeczkę i komodę z nadstawką, więc szafę dokupiliśmy z myślą o przyszłym umeblowaniu jednego pokoju w nowym domu. Ola jak podrośnie to pewnie i tak, mam nadzieję, dostanie nowy pokoik z nowymi meblami, które sama sobie wybierze (oczywiście kierując się delikatnymi sugestiami rodziców).
Tak więc szafa już zmontowana i się wietrzy, a jej przepastne wnętrze czeka na zapełnienie malusieńkimi ubrankami i innymi dziecięcymi drobiazgami.
Montaż drzwi i szuflad (Lisek czeka w gotowości, aby rzucić się do pomocy)
Dziś Mariusz ma kupić żyrandol, ja skombinuję jakieś poduchy na sofę i pokoik będzie już czekał na nową lokatorkę.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Prawdziwy facet
Dzwonię do mojego męża:
Ja: Gdybyś nie zauważył jak przyjdziesz do domu, to ścięłam włosy
On: Ślicznie wyglądasz – w razie gdybym zapomniał ci powiedzieć:)
Ja: Gdybyś nie zauważył jak przyjdziesz do domu, to ścięłam włosy
On: Ślicznie wyglądasz – w razie gdybym zapomniał ci powiedzieć:)
sobota, 13 grudnia 2008
Kubuś i Ala
Wczoraj moja koleżanka, Ewelina, urodziła Kubusia, a tydzień temu w Kanadzie przyszła na świat Alicja - córeczka kuzynki. Rodzicom gratulujemy, a maluchom życzymy dużo zdrówka:)
czwartek, 11 grudnia 2008
Zakupy
Wczoraj, jak to zwykle u nas bywa, w tempie ekspresowym poczyniliśmy zakupy dla naszego brzdąca. W niecałe 1,5 godziny zakupiliśmy łóżeczko drewniane, nosidełko do samochodu, wanienkę i masę innych drobiazgów. Kupowaliśmy praktycznie wszystko prócz ubranek, których mamy sporo. Dziś czas mija mi na praniu, prasowaniu i układaniu. Dobrze, że dojedzie jeszcze szafa do pokoju Oleńki, bo w komodzie robi się ciasno.
wtorek, 9 grudnia 2008
Co powiedzą Panowie
poniedziałek, 8 grudnia 2008
Maja
4 grudnia o 23.33 urodziła się Maja, córeczka Marty i Olgierda. Chodziliśmy razem do szkoły rodzenia, termin narodzin był wyznaczony równo 2 tygodnie przed naszym, czyli za miesiąc. Trzeba się pospieszyć z tym sprzątaniem, zrobić zakupy pieluszkowo-kosmetyczno-higieniczne i spakować torbę do szpitala, bo jak widać nigdy nic nie wiadomo. Całe szczęście mama i córcia czują się dobrze i być może dziś wyjdą ze szpitala. Serdeczne gratulacje młodzi rodzice!
Sprzątanie
Sprzątanie trwa w najlepsze. Sister umyła w sobotę okna u Oli w pokoiku i zawiesiła firanki. Napracowała się dziewczyna, bo okna, mimo zabezpieczeń, były pomazane dwustronnie - przez panów od elewacji i Mariusza w trakcie remontu. Ja sprzątnęłam kuchnię i przedpokój, Mariusz podłączył komputer z dodatkowymi gadżetami w dużym pokoju, więc mam teraz drogę wolną do porządkowania tej przestrzeni. Mąż smiał się, że teraz mieszkamy jak w kawalerce - sypialnia, salon, jadalnia i biuro w jednym pokoju:) Może ktos przygarnie nasze rowery?, bo zabrakło dla nich miejsca. Porządki idą wolno, gdyż praca jest na raty, 15 minut sprzątania, godzina odpoczynku. Układając znajduję różne dziwne rzeczy, które nagromadziły się w ciągu 5 lat mieszkania tutaj. Muszę przyznać, że straszne z nas chomiki:)
Wczoraj pierwszy raz dostałam kopniaka, od którego łza mi się w oku zakręciła. Ma power ta nasza córcia.
A mój mąż od dwóch dni na diecie mż (mniej żreć). Jestem ciekawa ile wytrzyma.
Wczoraj pierwszy raz dostałam kopniaka, od którego łza mi się w oku zakręciła. Ma power ta nasza córcia.
A mój mąż od dwóch dni na diecie mż (mniej żreć). Jestem ciekawa ile wytrzyma.
wtorek, 2 grudnia 2008
Po badaniu
Dziś na badaniu okazało się, że przytyłam 1 kg w ciągu dwóch tygodni. Niby dieta, a tu proszę – nabieram ciała. Przestałam się dziwić skąd ten kilogram, jak się dowiedzieliśmy, że córcia już nie jest taka drobniutka. Przytyła 0,5 kg i waży teraz prawie 2 kg. Duża i ruchliwa z niej dziewczynka:)
Ta ostatnia niedziela...
..... z białymi ścianami. Zostało osadzić drzwi, kontakty, przełączniki, powiesić żyrandol i firanki, posprzątać i umeblować. Do mnie należy sprzątnięcie reszty mieszkania, co nie będzie łatwe z brzucholem rozmiar 104 cm w pasie, ale powolutku mam nadzieję dać radę:) Plan na dzisiaj - kuchnia.
W ankiecie na kolor Kubusia Puchatka wygrał kolor „ciepły żółty” przed „żółtym wpadającym w pomarańcz”. Różnica jednego głosu skłania mnie ku temu, aby przyznać, że mój mąż nie odbiega swoim postrzeganiem kolorów od innych ludzi. Na zdjęciu Kubuś faktycznie wyszedł prawie tak pomarańczowy jak tygrysek:)
czwartek, 27 listopada 2008
Informatyk po godzinach
Wczoraj Mariusz robił ostatnie poprawki na białych ścianach, zostało poprzecierać i malujemy. O farbę trochę się posprzeczaliśmy, bo jak mi mąż opisywał jaki on by chciał kolor, to mi się nerw włączał.
On: pomalujemy na taki jaskrawożółty, jak Kubuś Puchatek
Ja: Kubuś to taki ciepły żółty
On: jak patrzyłem na paletę kolorów, to Kubusiowy kolor był tuż przed pomarańczowym
Ja: Kubuś pomarańczowy?
On: no tuż przed pomarańczowym, taki żarówiasty….
Stanęło na tym, że dałam mu wolną rękę w zakupie farby, bo nie miałam już siły. Jaką kupił? Taką jak mu się podobała, ale o 2 tony jaśniejszą. To się nazywa sztuka kompromisów:)
A wy jak myślicie, jakiego koloru jest Kubuś Puchatek?
wtorek, 25 listopada 2008
Remontu ciąg dalszy
W sobotę, zgodnie z zapowiedzią, ja zostałam wyeksmitowana do dziewczyn Jaspa – żony Madzi i córki Julci (dzięki dziewczyny za przygarnięcie, nakarmienie i wyprowadzenie na spacer), a chłopaki pracowali. Dzięki Jaspowi, który okazał się muzą i siłą napędową całego zajścia (Mariusz przecież nie mógł się lenić, jak obok zawzięcie pracował kolega) chłopaki przez sobotę i niedzielę pozacierali pierwsza warstwę cekolu, poprawili niedoskonałości, przetarli i nałożyli drugą warstwę. Ją znów pozacierali i pomalowali na biało sufit i trzy ściany. Czwarta ściana była zbyt mokra, dlatego dopiero dziś czeka ją gładzenie i malowanie na biało. Później drobne poprawki kosmetyczne i będziemy kłaść kolor. Trzeba jeszcze pomalować kaloryfer, wymienić drzwi, położyć wykładzinę i gotowe! Żyję nadzieją, że przyszły tydzień upłynie mi na sprzątaniu, wietrzeniu i układaniu.
Zapomniałam jeszcze o Lisku, który przyczynił się do sprawniejszego działania dowożąc worek cekolu:)
czwartek, 20 listopada 2008
Podglądaliśmy córcię i ....
Ola waży prawie 1,5 kg, jest drobniutka, ale lekarz jest zadowolony, bo przy cukrzycy ciążowej lepiej jak dzidziuś jest mniejszy. Ułożyła się już główką do dołu, może się jeszcze przekręcić, ale ma to już bardzo utrudnione, wszak nasze dziecię ma ok. 40 cm długości. Kopie mocno, wierci się, jest jej coraz ciaśniej i mniej wygodnie. Największe harce urządza jak się położę i próbuję zasnąć. Kopie mnie wtedy w lewy bok, wiec układam się na prawy. Chwilę jest spokój i czuję wypiętą pupę? plecy? (fajnie tak zgadywać) w prawym boku, więc się przekręcam i tak się bawimy, aż któraś się podda i zaśnie. Dziś rano leżała spokojnie, a na głośne kichnięcie Mariusza (oj, on to potrafi kichnąć) podskoczyła gwałtownie. Jednak to prawda, że dzieci w brzuchu mamy słyszą i reagują na gwałtowne i głośne dźwięki:)
W SR zakończyliśmy pobieranie nauk, choć może będzie jeszcze spotkanie z psychoterapeutą, czekam na cynk od koleżanki. Dyplomu jeszcze nie dostaliśmy, bo egzamin dopiero w styczniu na porodówce.
Remont stanął na razie na wycekolowaniu 1/3 pokoju. Dziś ma być ciąg dalszy, a w weekend przecieranie cekolu (nie mam pojęcia czy tak się to nazywa) przez Mariusza i Jaspa. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Ja mam być wyeksmitowana na ten czas z mieszkania. Podobno ze względu na kurz, ale grom go wie czy nie mają chłopaki jakiś innych planów niż samo zacieranie. Może z rozpędu pomalują kibelek i łazienkę?:) Chciałabym już mieć czysto i zacząć meblować pokoik, poukładać ubranka w szafie, spakować torbę do szpitala. To się ponoć nazywa syndrom wicia gniazda, nigdy wcześniej nie miałam takiej nieodpartej potrzeby sprzątania.
Renatka z Wojtkiem przywieźli już kołyskę do moich rodziców. Wpadli na pomysł, aby wydrapać imiona i daty urodzin dzieci, które z kołyski skorzystają – super sprawa taka wielopokoleniowa kołyska. Od Zbynia i Zosi dostaniemy wózek, może na wózku też coś wydrapać? Co ty na to Zofik? A może jakiś hafcik zamiast wydrapywania?
P.S. Właśnie po naszym balkonie biega pan z wiadrem i wałkiem do malowania – znak, ze chyba kończą elewację.
W SR zakończyliśmy pobieranie nauk, choć może będzie jeszcze spotkanie z psychoterapeutą, czekam na cynk od koleżanki. Dyplomu jeszcze nie dostaliśmy, bo egzamin dopiero w styczniu na porodówce.
Remont stanął na razie na wycekolowaniu 1/3 pokoju. Dziś ma być ciąg dalszy, a w weekend przecieranie cekolu (nie mam pojęcia czy tak się to nazywa) przez Mariusza i Jaspa. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Ja mam być wyeksmitowana na ten czas z mieszkania. Podobno ze względu na kurz, ale grom go wie czy nie mają chłopaki jakiś innych planów niż samo zacieranie. Może z rozpędu pomalują kibelek i łazienkę?:) Chciałabym już mieć czysto i zacząć meblować pokoik, poukładać ubranka w szafie, spakować torbę do szpitala. To się ponoć nazywa syndrom wicia gniazda, nigdy wcześniej nie miałam takiej nieodpartej potrzeby sprzątania.
Renatka z Wojtkiem przywieźli już kołyskę do moich rodziców. Wpadli na pomysł, aby wydrapać imiona i daty urodzin dzieci, które z kołyski skorzystają – super sprawa taka wielopokoleniowa kołyska. Od Zbynia i Zosi dostaniemy wózek, może na wózku też coś wydrapać? Co ty na to Zofik? A może jakiś hafcik zamiast wydrapywania?
P.S. Właśnie po naszym balkonie biega pan z wiadrem i wałkiem do malowania – znak, ze chyba kończą elewację.
piątek, 14 listopada 2008
Remont rozpoczęty
W SR zostało nam tylko jedno spotkanie – przećwiczenie oddychania. Później chcę się wybrać do szpitala na Zaspie, aby zobaczyć sobie trakt porodowy, bo właśnie tam planuję rodzić. We wtorek wizyta u lekarza. Moja tabelka z wynikami poziomu cukru we krwi już nie wygląda tak ładnie jak przy ostatniej wizycie. Wartości mi się podniosły, nie tyję i jestem ciągle głodna. Zobaczymy co na to powie specjalista.
wtorek, 4 listopada 2008
Dary losu
W miniony weekend byliśmy u naszych rodziców. Przyjechaliśmy obładowani jak nigdy: jabłka, ziemniaki, marchew, cebula, pory, selery, kilka skrzynek słoików z różnymi przetworami domowej roboty i setki innych rzeczy. Przywieźliśmy też wyprawkę dla naszej córci: kaftaniki, bluzeczki, pajacyki, śpiochy, spodenki, rajstopki, kurteczki itp. Wszystko w ilościach, które niejednego przyprawiłyby o zawrót głowy. Moja mama wszystko uprała, mnie czeka tylko prasowanie tych miniaturowych ubranek. Troszkę większe spódniczki, sukieneczki, bluzeczki i inne typowo dziewczęce stroje czekają na Olę już od jakiegoś czasu, kiedy to pan listonosz zaskoczył nas przynosząc paczkę od cioci Renatki z Warszawy. Po małej Wiktorii dostaniemy również kołyskę, wanienkę ze stelażem i przewijak oraz kolejną porcję ubrań. Zosia z Wrocławia też ma czymś nas obdarować, tak więc teraz czekam tylko na męża, aby szybko zrobił pokój, w którym będę składować wszystkie nasze zdobycze w oczekiwaniu na córeczkę.
Wszystkim ofiarodawcom serdecznie dziękujemy, a po odchowaniu naszej pociechy obiecujemy też kogoś potrzebującego obdarować:)
Wszystkim ofiarodawcom serdecznie dziękujemy, a po odchowaniu naszej pociechy obiecujemy też kogoś potrzebującego obdarować:)
środa, 29 października 2008
Przymusowe odchudzanie męża
Wczoraj pomimo cukrzycy jadłam kawałek torta i jedną kosteczkę czekolady. Niebo w gębie:) No, ale po kolei…
Ponieważ wieczorem miała nas nawiedzić Sister z Jackiem w celu świętowania urodzin Mariusza, ja jako perfekcyjna pani domu postanowiłam upiec ciasto. Chciałam zrobić szarlotkę na ciepło z lodami, ale Mariusz wyprosił u mnie torta. Mężowi się nie odmawia, szczególnie w jego urodziny, tak więc powstał tort imponujący z masą śmietanowo-ajerkoniakową posypany prażonymi migdałami. Serce mi się krajało jak go robiłam i powstrzymywałam się przed wylizywaniem garnuszka po kremie.
Po obiedzie mieliśmy wizytę u ginekologa zajmującego się cukrzycą. Pochwalił mnie za wzorcowe wyniki pomiarów cukru we krwi, ale też trochę zmartwił słowami: „dopiero teraz się zacznie, teraz organizm poczuje, że jest w ciąży i jest bardziej obciążony”. Tak więc insuliny nie biorę, ale dieta do końca ciąży, kłucie w palce nadal 6 razy dziennie i kolejna wizyta za 3 tygodnie. U mojej pani doktor prowadzącej ciążę miałam mieć wizytę za 2 tygodnie, więc wspólnie z doktorem cukrzycowym ustaliłam, że przechodzę do niego pod opiekę, żeby nie biegać do dwóch lekarzy.
Po powrocie od doktora byłam tak zadowolona ze swoich wyników cukru, że postanowiłam zrezygnować z kolacji na rzecz małego, słodkiego co nieco. Mniammmm:)
Sister chciała się czegoś napić, z góry założyła, że mamy sok do rozrabiania z wodą. Jakież było jej zdziwienie, gdy usłyszała, że serwujemy tylko wodę lub herbatę. Gdy zadzwonił teść (mój teść, jej tata) usłyszał mniej więcej te słowa: ”Wiesz tato, przez to że Anka ma cukrzycę to Mariusz nic nie może jeść, jak stanie bokiem to go już prawie nie widać”. Pewnie dlatego jej zamorzony brat dostał w prezencie słodycze ze słowami : „Tylko schowaj przed Anią i sam jedz”. Dla niewtajemniczonych - mój biedny, wychudzony mąż przedstawia się następująco: 187 cm wzrostu, 113 kg wagi.
Ponieważ wieczorem miała nas nawiedzić Sister z Jackiem w celu świętowania urodzin Mariusza, ja jako perfekcyjna pani domu postanowiłam upiec ciasto. Chciałam zrobić szarlotkę na ciepło z lodami, ale Mariusz wyprosił u mnie torta. Mężowi się nie odmawia, szczególnie w jego urodziny, tak więc powstał tort imponujący z masą śmietanowo-ajerkoniakową posypany prażonymi migdałami. Serce mi się krajało jak go robiłam i powstrzymywałam się przed wylizywaniem garnuszka po kremie.
Po obiedzie mieliśmy wizytę u ginekologa zajmującego się cukrzycą. Pochwalił mnie za wzorcowe wyniki pomiarów cukru we krwi, ale też trochę zmartwił słowami: „dopiero teraz się zacznie, teraz organizm poczuje, że jest w ciąży i jest bardziej obciążony”. Tak więc insuliny nie biorę, ale dieta do końca ciąży, kłucie w palce nadal 6 razy dziennie i kolejna wizyta za 3 tygodnie. U mojej pani doktor prowadzącej ciążę miałam mieć wizytę za 2 tygodnie, więc wspólnie z doktorem cukrzycowym ustaliłam, że przechodzę do niego pod opiekę, żeby nie biegać do dwóch lekarzy.
Po powrocie od doktora byłam tak zadowolona ze swoich wyników cukru, że postanowiłam zrezygnować z kolacji na rzecz małego, słodkiego co nieco. Mniammmm:)
Sister chciała się czegoś napić, z góry założyła, że mamy sok do rozrabiania z wodą. Jakież było jej zdziwienie, gdy usłyszała, że serwujemy tylko wodę lub herbatę. Gdy zadzwonił teść (mój teść, jej tata) usłyszał mniej więcej te słowa: ”Wiesz tato, przez to że Anka ma cukrzycę to Mariusz nic nie może jeść, jak stanie bokiem to go już prawie nie widać”. Pewnie dlatego jej zamorzony brat dostał w prezencie słodycze ze słowami : „Tylko schowaj przed Anią i sam jedz”. Dla niewtajemniczonych - mój biedny, wychudzony mąż przedstawia się następująco: 187 cm wzrostu, 113 kg wagi.
wtorek, 28 października 2008
Grubach
Dziś mężowe urodziny. Upiekłam wczoraj tort do jego pracy i jak na razie reklamacji nikt nie zgłaszał. Mariusz powiedział, że ciasto szybko zniknęło, ale ja i tak jestem z siebie z lekka niezadowolona. Biszkopt mi wyszedł jakiś dziwny, kroił się nieładnie. Wypadł mi mikser z rąk przy ubijaniu śmietany i opryskałam całą kuchnię. Sokiem z brzoskwiń ubabrałam podłogę itp., itd. Czytałam gdzieś, że ciężarne robią się niezdarne i na własnym przykładzie widzę, że to prawda. A to coś upuszczę, a to zawadzę brzuchem (ostatnio trąciłam brzuchem patelnię z gorącym olejem – zmywałam podłogę kilka razy), a to źle ocenię swój obwód talii (już 100cm) i próbuję zmieścić się tam, gdzie się nie mieszczę. Zaczęłam nawet chodzić jak kaczuszka, kołysząc się na boki. Mąż mówi do mnie „grubachu”, dobrze, że chociaż pani w mięsnym zawsze woła mnie na początek kolejki i mówi mi, że ślicznie wyglądam w ciąży:)
Jednak jak Ola zaczyna się wiercić i namacalnie dawać znać o sobie, zapominam o całej swojej niezdarności i cieszę się, że będę mamą.
Jednak jak Ola zaczyna się wiercić i namacalnie dawać znać o sobie, zapominam o całej swojej niezdarności i cieszę się, że będę mamą.
wtorek, 21 października 2008
Cukrzycowo
Jestem 2 kg szczuplejsza, mam pokłute palce, a dziś dodatkowo pokłute żyły (panie w laboratorium jak zwykle marudziły, że nie maja się gdzie wkłuć). Mierzę i ważę wszystko co jem, aby broń Boże nie opchać się za bardzo węglowodanami, ale rezultat jest taki, że każdy pomiar cukru jak do tej pory mam w normie:)
Co do komentarzy dziewczyn z poprzedniego posta, to faktycznie macie rację – będę już solidnie przygotowana do karmienia.
Co do komentarzy dziewczyn z poprzedniego posta, to faktycznie macie rację – będę już solidnie przygotowana do karmienia.
piątek, 17 października 2008
Słodka ciąża
Oleńka ma już ok. 30 cm i waży 900g. Mi przytyło się 12 kg, ale w ciągu najbliższych tygodni mogę schudnąć i nie będzie w tym nic niepokojącego – tak powiedział pan doktor. A to wszystko za sprawą cukrzycy ciążowej, której jestem posiadaczką. Właściwie za sprawą walki z cukrzycą, bo od samej cukrzycy się wręcz tyje. Pobieram sobie krew 6 razy dziennie i badam poziom glukozy, zapisuję to w magicznym dzienniczku i jak przekraczam normę to eliminuję coś ze swojej diety, albo zmniejszam porcje. Ale nie w nieskończoność, mam pewien próg, poniżej którego nie mogę już okroić swoich posiłków. Najbardziej mnie boli wielkość porcji, brak słodyczy i soków, no bo ile można pić wody lub herbaty? Teraz życie kręci się wokół zegarka (odczyty są na czczo i 1 godzinę po posiłku) i tabelki z wartościami wymienników węglowodanowych. Jeśli dieta nie pomoże, czeka mnie insulina, no ale poczekajmy 12 dni.
Wraz ze SR zwiedzałam trakt porodowy w Szpitalu Wojewódzkim. Niby nic wielkiego, a jak położna opowiadała co się robi po przyjeździe do szpitala, co jest czym na sali porodowej, co robi personel, co może robić ciężarna, to wszystko się wydaje takie mniej abstrakcyjne i do przejścia :)A wraz z mężem moim kochanym wczoraj mieliśmy masaż noworodka, przewijanie i ubieranie. Pani znów męczyła bardziej tatusiów niż mamusie.
Wraz ze SR zwiedzałam trakt porodowy w Szpitalu Wojewódzkim. Niby nic wielkiego, a jak położna opowiadała co się robi po przyjeździe do szpitala, co jest czym na sali porodowej, co robi personel, co może robić ciężarna, to wszystko się wydaje takie mniej abstrakcyjne i do przejścia :)A wraz z mężem moim kochanym wczoraj mieliśmy masaż noworodka, przewijanie i ubieranie. Pani znów męczyła bardziej tatusiów niż mamusie.
sobota, 11 października 2008
Różności
Wycofaliśmy wniosek o zatwierdzenie projektu budowlanego ze starostwa. Powód? Polska rzeczywistość. Pani wypunktowała nam o jakie dokumenty powinniśmy projekt uzupełnić. Mariusz pozbierał wszystkie papierki, prócz jednego. Otóż na papier stwierdzający to, że mamy już na działce prąd będziemy czekać 2 miesiące. Tak więc wszystko się ciut przedłuży, dobrze że nie mieliśmy w planie zaczynać budowy w październiku.
W środę w SR spotkaliśmy naszych znajomych, rodzą córeczkę dwa tygodnie przed nami. Uczyliśmy się kąpania malucha i ogólnej pielęgnacji delikatnej skóry niemowlaka. Taka szkoła to dobre doświadczenie dla przyszłych tatusiów i to właśnie do nich głównie pani położna adresowała swoje wskazówki. W piątek mieliśmy spotkanie z pediatrą, opowiadał o tym co może czyhać na dzidziusia po opuszczeniu bezpiecznego brzucha mamusi. W poniedziałek ja mam ćwiczenia, w środę zwiedzam porodówkę, później czeka nas nauka przewijania i spotkanie z położnikiem. Uff, czujemy się jak w prawdziwej szkole, nauka i nauka, a od 21 stycznia sesja egzaminacyjna:)
Dziś mój mąż z samego rana pojechał do Chorzowa wspierać naszą reprezentację piłki nożnej w meczu z Czechami. Ja będę wspierać piłkarzy i męża przed telewizorem. Do boju chłopaki!
W środę w SR spotkaliśmy naszych znajomych, rodzą córeczkę dwa tygodnie przed nami. Uczyliśmy się kąpania malucha i ogólnej pielęgnacji delikatnej skóry niemowlaka. Taka szkoła to dobre doświadczenie dla przyszłych tatusiów i to właśnie do nich głównie pani położna adresowała swoje wskazówki. W piątek mieliśmy spotkanie z pediatrą, opowiadał o tym co może czyhać na dzidziusia po opuszczeniu bezpiecznego brzucha mamusi. W poniedziałek ja mam ćwiczenia, w środę zwiedzam porodówkę, później czeka nas nauka przewijania i spotkanie z położnikiem. Uff, czujemy się jak w prawdziwej szkole, nauka i nauka, a od 21 stycznia sesja egzaminacyjna:)
Dziś mój mąż z samego rana pojechał do Chorzowa wspierać naszą reprezentację piłki nożnej w meczu z Czechami. Ja będę wspierać piłkarzy i męża przed telewizorem. Do boju chłopaki!
środa, 8 października 2008
Szkoła rodzenia ciąg dalszy
Byliśmy wczoraj w szkole rodzenia, a ponieważ żadna inna para nie dotarła, mieliśmy zajęcia indywidualne. Powtórzyliśmy oddychanie w I i II fazie porodu i pani pokazała jak się oddycha w III fazie, a właściwie jak się w niej sapie. Nic przyjemnego. Przećwiczyliśmy pozycję stojącą, leżącą, zaznajomiliśmy się z workiem sako i co najważniejsze, uzyskaliśmy odpowiedzi na wiele pytań. Tylko, że przez niektóre odpowiedzi mam mętlik w głowie. Chciałam rodzić na Zaspie, pani poradziła Wojewódzki lub Puck. Chciałam opłacić położną, która będzie ze mną przez cały czas, pani odradziła. Powiedziała, że się tak wyćwiczę w SR, że urodzę z każdą położną, bo będę wiedziała jak z nią współpracować. Sama nie wiem… Dziś znów zajęcia, tym razem na pewno kąpiel noworodka.
poniedziałek, 6 października 2008
Taniec brzucha
Do tej pory czułam jak Ola mnie szturcha i się rozpycha w brzuchu, ale nie przyglądałam się nigdy co się wtedy dzieje z moim ciałem. Wczoraj leżałam sobie wygodnie w łóżku, radyjko grało, córcia się wierciła, ja do niej mówiłam, aż tu nagle patrzę, a mój brzuch zaczyna falować. Wybrzuszył się raz, myślałam, że coś mi się przewidziało. Kopniak i wybrzuszenie, następny i to samo. Zawołałam Mariusza, no i skoro on też zobaczył rewolucję w moim brzuchu, to stwierdziłam, że nie śni mi się, nasza córka rządzi już na całego. Strasznie to wzruszające.
czwartek, 2 października 2008
Szkoła rodzenia
Wczoraj zapisaliśmy się do szkoły rodzenia. Mieliśmy już pierwszą lekcję – oddychanie na piłkach. Pani, która prowadzi zajęcia jest bardzo bezpośrednia i śmieszna. Musiałam zamykać oczy przy oddechach, bo jak tylko otwierałam, to chichotałam, może na następnych zajęciach przejdzie mi ta głupawka. Pani opowiadała o fazach porodu, co się wtedy dzieje z mamą i z dzieckiem, jak w każdej fazie oddychać, aby dotlenić siebie i dzidziusia no i zmniejszyć ból. Jedna dziewczyna zapisywała wszystko w zeszycie, pewnie uda się z nim na porodówkę:) Generalnie prowadząca wszystko kazała zapamiętywać partnerom, bo oni nas maja wspierać w tym oddychaniu w szpitalu. Kobiety mają prawo zapomnieć ile oddechów przy jakim skurczu wykonać. Panów uświadamiała także jak może się zachowywać partnerka i ja na miejscu tych biednych facetów chyba bym się przeraziła, taką im straszną wizję nakreśliła. Ano możemy się do nich nie odzywać, ale to chyba mniejsze zło. Możemy marudzić, ale to też nie takie straszne, jeśli niektórzy mają marudzenie na co dzień albo przynajmniej kilka dni w miesiącu. Najgorsze to chyba to, że możemy rodząc krzyczeć, wyzywać, używać wulgaryzmów, obarczać mężów winą za całe to nasze cierpienie…..oj biedny Mariuszek. Ostatnio kolega mówił, że podczas porodu jego dziewczyna wrzeszczała na niego, że to wszystko jego wina, na co Mariusz ze stoickim spokojem odpowiedział: „Eeee, Ania tak nie zrobi, ona dobrze wychowana jest”. Obyś się nie zdziwił mężu:)
Następne zajęcia we wtorek, też z partnerami, chyba będzie kąpanie noworodka (lalki). Ja sama zaś będę miała ćwiczenia dla ciężarnych, spotkanie z pediatrą, zwiedzanie porodówki itp. Acha, zapomniałam napisać, że zostaliśmy pochwaleni jako jedyni za prawidłowe oddychanie. Ja dzielnie wypinałam i wciągałam brzuch, a Mariusz rozluźniał ręce na wdech i dociskał na wydech i bujał mnie na piłce, ale to była już jego własna inicjatywa (nudziło się chłopakowi). Na koniec powiedział pani, że to łatwizna, on już wszystko umie:)
Następne zajęcia we wtorek, też z partnerami, chyba będzie kąpanie noworodka (lalki). Ja sama zaś będę miała ćwiczenia dla ciężarnych, spotkanie z pediatrą, zwiedzanie porodówki itp. Acha, zapomniałam napisać, że zostaliśmy pochwaleni jako jedyni za prawidłowe oddychanie. Ja dzielnie wypinałam i wciągałam brzuch, a Mariusz rozluźniał ręce na wdech i dociskał na wydech i bujał mnie na piłce, ale to była już jego własna inicjatywa (nudziło się chłopakowi). Na koniec powiedział pani, że to łatwizna, on już wszystko umie:)
piątek, 26 września 2008
Zachcianek ciąg dalszy
Czy komuś mąż przyniósł o 2.30 w nocy Pepsi ze stacji benzynowej? Nie? A mi przyniósł:)
poniedziałek, 22 września 2008
Zachcianki
Wczoraj o godzinie 18 wzięłam się za zagniatanie ciasta na faworki lub chrusty, jak kto woli. Chodziły za mną już kilka dni. Sama bym wytrzymała, no ale córce odmawiać przyjemności nie będę. Oli smakowało chyba, bo wywijała później aż miło. Głodomor z niej mały, co 2 godziny się czegoś domaga, a mi przytyło się już 10 kg od początku ciąży.
piątek, 19 września 2008
23 tydzień
Jesteśmy w 23 tygodniu ciąży. Piszę „jesteśmy”, bo mój mąż przybiera na wadze razem ze mną, kupuje ubrania ciążowe (oczywiście mi, nie sobie), chodzi do ginekologa, no i dzielnie znosi ten odmienny stan. W środę byliśmy na badaniu. Córka się niestety na nas „wypięła”, ułożyła się pleckami do góry i nie za bardzo chciała współpracować z panią doktor. Nie pomogły miłe słowa, a nawet szturchańce. Wszystkie narządy rozwijają się prawidłowo, serduszko bije jak dzwon, a twarzyczkę mam nadzieję obejrzymy następnym razem. Ola waży prawie pół kilo i nie jest już taka zwrotna jak kiedyś, bo powoli dobija do 30 cm. Mi zostały wypisane tabletki, aby poziom hormonów tarczycy wzrósł, co najprawdopodobniej zaskutkuje tym, że nie będę już przesypiać pół dnia.
Co do remontu, to na razie stoi w miejscu. Ale ponieważ jestem super żoną i pozwoliłam mężowi jechać do Chorzowa na mecz Polska-Czechy, to mam nadzieję, że on w rewanżu spręży się i odnowi pokoik w oka mgnieniu. Jasp zadeklarował pomoc, więc jestem dobrej myśli:)
Wczoraj odwiedziłam swoich współpracowników, usłyszałam dużo ciepłych słów, za co wszystkim bardzo dziękuję.
Co do remontu, to na razie stoi w miejscu. Ale ponieważ jestem super żoną i pozwoliłam mężowi jechać do Chorzowa na mecz Polska-Czechy, to mam nadzieję, że on w rewanżu spręży się i odnowi pokoik w oka mgnieniu. Jasp zadeklarował pomoc, więc jestem dobrej myśli:)
Wczoraj odwiedziłam swoich współpracowników, usłyszałam dużo ciepłych słów, za co wszystkim bardzo dziękuję.
poniedziałek, 15 września 2008
Dom, część 1
Mamy już pozwolenie na sieć i przyłącze wody, teraz czekamy na pozwolenie na budowę domu. Na razie nasz plan przewiduje przeprowadzkę przed końcem 2010 roku. Czy się uda? Na blogu będziemy zdawać relacje z postępu prac. Póki co zabieramy się (a właściwie mój dzielny mąż - budowlaniec) za pokój dla Oleńki. Mariusz został wyeksmitowany do drugiego pokoju, który teraz spełnia rolę salonu, sypialni, jadalni i biura.
wtorek, 9 września 2008
Aleksandra, to brzmi dumnie
Wczoraj zmieniliśmy szatę graficzną naszego bloga. Właściwie Mariusz zmieniał, ja tylko byłam siłą doradczo-akceptującą. Niestety zniknęły nam wyniki ankiety na imię córci, ale uznałam, że skoro od kilku dni mówię do niej Oleńka, to tak chyba już zostanie. W ankiecie wczoraj Ola miała 41 głosów, a Gabrysia 27. Dziękujemy wszystkim za głosy.
poniedziałek, 8 września 2008
Papierowa rocznica

Poznaliśmy się w podstawówce. W liceum trafilismy do tej samej klasy. Pod koniec szkoły zaczęliśmy ze sobą "chodzić". Oboje wyjechaliśmy na studia do Gdańska. Na czwartym roku zamieszkaliśmy razem. Wtedy zaczęłam marudzić o ślubie. Marudziłam długo, a jak odpuściłam, to na wspaniałej chorwackiej wyspie poprosił mnie o rękę. 8.09.2007, w rok po zaręczynach (chyba specjalnie, aby nie musiał pamiętać zbyt wielu dat) wzięliśmy ślub. Dziś mija rok od kiedy powiedzieliśmy sobie TAK:)
piątek, 5 września 2008
Ubraniowo...
Wczoraj kurier w osobie Kasi przyniósł mi przesyłkę z ubrankami od Joli. Wszystkie bluzki pasują (jeszcze) i mam nadzieję je troszkę ponosić. Wieczorkiem wpadła do nas moja osobista stylistka Asia i doniosła kolejną porcję bluzek:) Obiecała też kurteczkę, sweterek jakiś rewelacyjnie pasujący do bluzki od Joli, butki. Dziękuję kochane koleżanki:)
czwartek, 4 września 2008
Choróbsko
Dziś rano wstałam z bólem gardła, głowy i zapchanym nosem. Zwykły katar w ciąży wydaje się jakiś bardziej dokuczliwy. Mąż dostał od znajomego przepis na magiczną miksturę z czosnku, cytryny, miodu i wody. Zobaczymy czy postawi mnie to na nogi. Póki co jem kanapki z czosnkiem, piję herbatkę z cytryną i miodem i wygrzewam się w łóżku.
środa, 3 września 2008
Półmetek
Dziś zaczął się 21 tydzień ciąży, półmetek za nami. Córcia daje już o sobie znać delikatnymi kopnięciami. Pewnie pływa w brzuchu jak w basenie, a jak przepłynie jedną długość, to robi nawrót i wtedy ja odczuwam to jako kuksaniec raz z lewej, raz z prawej strony. Inne objawy ciążowe: z dnia na dzień wyrastam ze swoich ubrań (na szczęście wspomogły mnie koleżanki - dzięki Asiu i Paulinko), jestem ciągle głodna, lody mogę jeść codziennie, dostaję sapawki po wejściu po schodach .... trochę tego jest:) Dochodzą jeszcze mniej przyjemne objawy, ale oszczędzę szczegółów. Podobno miewam też humory, ale ja tego nie zauważyłam. Myślę, że to Mariusz coś wymyśla, aby nie różnić się od kolegów, którzy jak koszmar wspominają ciąże swoich żon:)
piątek, 22 sierpnia 2008
Pierwszy wpis
Mąż przymusił mnie do założenia bloga. Miał powstać, gdy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować. Dziś wiemy już, że będziemy mieli córeczkę. Wymyśliłam dla niej dwa imiona: Ola lub Gabrysia. Jeśli ktoś chciałby nam pomóc w podjęciu decyzji może zagłosować w ankiecie, którą pieczołowicie przygotowałam.
Bloga nazwaliśmy "Łoszaki", aby nie zakładać drugiego, jak na świat przyjdzie następny potomek. O czym będę pisać? O nas, dziecku, a później mam nadzieję całej gromadce, budowie naszego domku i innych radościach i smutkach dnia codziennego. Mam nadzieję, że tych drugich będzie jak najmniej.
Bloga nazwaliśmy "Łoszaki", aby nie zakładać drugiego, jak na świat przyjdzie następny potomek. O czym będę pisać? O nas, dziecku, a później mam nadzieję całej gromadce, budowie naszego domku i innych radościach i smutkach dnia codziennego. Mam nadzieję, że tych drugich będzie jak najmniej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



