wtorek, 22 grudnia 2009

Wesołych Świąt!


Życzymy wszystkim wesołych, pogodnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia z dużą ilością śniegu i bogatym Mikołajem.

Nadrabiam zaległości

Dawno nic nie pisałam na blogu, bo z małym chodzącym zbójem jest to trochę utrudnione. Poza tym czasu mam coraz mniej. W grudniu zaczęłam pracować po kilka godzin tygodniowo, a od stycznia wracam na pełen etat z godzinną przerwą na karmienie piersią. W międzyczasie rozpoczęłam studia podyplomowe z controllingu i nadrabiam zaległości w księgowości Mariusza (padł nam dysk, a ja backupów nie robiłam od lipca, wrr). Olcia zaś poszła na próbę do żłobka i po dwóch dniach ją stamtąd zabrałam. Powód? Ciasnota, mało opiekunek i najważniejsze – weszłam do łazienki jak pani zmieniała Olci pieluszkę na gołej podłodze z terakoty. Ola już więcej tam nie poszła. Znaleźliśmy opiekunkę mieszkającą koło nas, no i na razie testujemy się nawzajem. Póki co jest ok. Jak wychodzę, to dziecię strasznie smutne jest, mi się serce kraje i ryczeć się chce, no ale w końcu cały rok byłyśmy dla siebie na wyłączność, na dobre i na złe, a tu nagle trzeba pępowinę przeciąć i wrócić do pracy. Życie okrutne jest:(

wtorek, 10 listopada 2009

6 ząb na powierzchni!

Nic dodać nic ująć. Córka rośnie jak na drożdżach.

sobota, 7 listopada 2009

Budowa ciąg dalszy


Mamy już okna, drzwi i alarm. Pokrycie dachu się opóźniło, bo zabrakło nam dachówki. Nowy transport już dotarł, więc prace zostały wznowione.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Weekend u dziadków

Weekend spędziliśmy u dziadków. Ola dotarła na Podlasie w swoim nowym, dorosłym foteliku samochodowym montowanym przodem do kierunku jazdy. Po raz pierwszy jechalismy z nią nocą, całą drogę przespała z małym przystankiem na cyca. Tak więc w dłuższe trasy będziemy wybierać się właśnie taką porą. Córcia u jednej i drugiej babci buszowała w szkatułkach z biżuterią. Świecidełka i błyskotki to coś, co tygryski lubią najbardziej:) Wrócilismy jak zwykle obładowani, a Ola bogatsza o jednego zęba.

poniedziałek, 19 października 2009

Siedzę

Sama usiadłam, sama jem ciasteczka i wszystko inne z podłogi. Na siedząco fajnie się przegląda książki i rozwala wieże budowane przez tatę. Zabawki nagle nabrały nowego wyglądu. Na czworaka też już biegam, ale tylko wtedy gdy się zagapię. Jak sobie przypomnę, padam na brzuch i pełznę, to wychodzi mi szybciej:)

sobota, 17 października 2009

Dach


Dachówki przygotowane na dachu czekają na przybicie.

czwartek, 15 października 2009

9 miesięcy za nami

Ola kończy dziś 9 miesięcy. Szybko nam minął ten czas. Z drugiej strony wydaje mi się, że już baaardzo długo jestem mamą. Tyle już razem przeżyliśmy i codziennie przeżywamy coś nowego. Córcia pełza po domu, wspina się na kolanka, a czasem staje już na nóżkach. Jej motto życiowe brzmi: „mam 4 zęby, nie zawaham się ich użyć”. Bawi się ładnie zabawkami lub czymkolwiek, co wpadnie w jej małe rączki (garnki, łyżki, buty, gazety), ucieka po całym domu, gdy próbuję założyć jej pieluszkę. Żywe sreberko nam rośnie. Od kilku dni stanowczo protestuje przed jedzeniem warzyw i mięsa, za to wsuwa jogurty, kaszki i owoce. No i na deser: dziś przespała całą noc bez drapania i jęczenia. Obudziła się tylko 2 razy na cycka. Jesteśmy wyspane na maxa:)

środa, 30 września 2009

Rośnie nam córcia

Olcia śmiga już po całym domu. Zagląda do szafek, zjada okruszki z dywanu, wylizuje podłogę, zamyka i otwiera drzwi, jej pomysłowość nie zna granic. A wszystkie te zakamarki domu zdobywa pełzając jak żołnierz na poligonie. Na czworaka staje sobie tylko po to, aby dokładniej się czemuś przyjrzeć. Osiągnęła 70 cm i 10 kg jedząc już prawie wszystkie produkty. W nocy śpi lepiej (budzi się często, ale już nie płacze), w dzień odkrywa z wdziękiem świat. Uwielbia inne dzieci, wszystkie ciocie i wujków (wujków w szczególności), psy, koty, gołębie i inne zwierzęta napotkane na spacerze lub w ZOO. Jednym słowem rośnie nam nasza pociecha aż miło.

piątek, 18 września 2009

Wiecha

"Wiecha - uroczystość zawieszenia wiechy to tradycja budowlana. Zwyczajowo świętowano zakończenie ważnego etapu budowy domu, czyli położenie ostatniego elementu konstrukcji dachu. W najwyższym elemencie więźby mocowano wieniec albo przyozdobione drzewko".

piątek, 11 września 2009

Urlop

Udało się, w końcu wyruszyłyśmy samochodem do dziadków na Podlasie. Z pomocą przyjechał mój tata, aby w razie czego wesprzeć radą młodego kierowcę (czyli mnie) i zająć się wnusią. Przejechałam 2/3 trasy za kierownicą, a później zamieniłam się z tatą, bo wydawał mi się ciut zmęczony śpiewaniem piosenek, opowiadaniem wierszy i wydurnianiem się. Gdzie te czasy kiedy Olcia spała całą drogę do Grajewa i z powrotem? Przez półtora tygodnia byłyśmy w gościach, albo goście przyjeżdżali do nas. Ola jak zwykle została obsypana górą prezentów, obnoszona na rękach, wycałowana i wyściskana. Nawdychałyśmy się świeżego powietrza, objadłyśmy za wszystkie czasy, zapakowałyśmy yariske pod dach i ruszyłyśmy w drogę. Tym razem Olą podczas podróży dzielnie opiekowała się babcia Tereska, a ja stwierdziłam, że taka trasa 400 km to dla mnie pikuś.

sobota, 29 sierpnia 2009

Zęby i inne sprawy

Jedynka lewa dolna już jest. Druga jedynka i dwójka zaczynają przebijać się przez dziąsła. Znosimy to dzielnie, zarówno ja jak i mama:)

P.S. Przybędzie mi jeszcze jedna koleżanka lub kolega, szkoda tylko, że tak daleko, bo aż we Wrocławiu. A w Białymstoku wujek B. się zaręczył. Ale się porobiło:)

czwartek, 27 sierpnia 2009

Krzesełko do karmienia

Do tej pory Ola jadła stałe pokarmy w bujaczku-leżaczku. Zastrajkowała w pewnym momencie i jedzenie odbywało się w bujaczku, później na kolankach, a kończyło się przeważnie na rączkach. W wózku rwie się do siadania, więc uznałam, że pora przesadzić ją do karmienia w dorosłe krzesełko. No i udało się, dziecko zjada całe porcje bez protestów.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Wizyta u okulisty

Wizyta u okulisty odbyta. Badania wykazały znów gronkowca, więc Ola jest nosicielką, co groźnie brzmi, ale póki oczko nie ropieje, to w niczym nam ten gronkowiec nie przeszkadza. Może się ujawnić przy jakiejś infekcji gardła lub ucha, ale póki co, raczej powinien nam dać spokój. Oczko zostało przebadane, po zabiegu ani śladu, wszystko jest ok. Wychodząc od okulisty spotkałyśmy naszą panią alergolog i umawiając się na wizytę odbyłyśmy w progu mini wizytę. Pani obejrzała Olę, dała nam próbki kremików, odpowiedziała na moje pytania i nie wzięła kasy. Tak więc dzień uznałyśmy za udany:)

wtorek, 18 sierpnia 2009

Idę do przodu jak burza!

W niedzielę pokazałam rodzicom, że umiem pełzać do przodu. Ucieszyli się, wiedzą, że się prawidłowo rozwijam, więc przez jakiś czas zrobię sobie przerwę od pełzania. Turlanie się sprawia większą frajdę:) A dziś poczułam pod językiem coś wystającego, boli mnie też buźka, mam straszną ochotę na przytulanie, budzę się częściej w nocy. Jednym słowem masakra, a mama się cieszy i mówi, że to idzie mi pierwszy ząb.

piątek, 14 sierpnia 2009

Budowa ciąg dalszy


Ścianki stoją, wieniec wylany, czekamy na cieślę, aby rozpoczął prace nad dachem. Dziś podpisujemy cyrograf z bankiem na dalsze finansowanie inwestycji.

sobota, 25 lipca 2009

Strop wylany


Strop wylany. Mariusz stoi w naszej sypialni, ja w pokoiku Olci.

czwartek, 23 lipca 2009

Oczko

Jesteśmy po sondowaniu kanalika łzowego w prywatnej klinice. Zabieg robiła pani doktor z Akademii Medycznej, u której w poniedziałek byliśmy z wizytą. Tylko popatrzyła na Olę i od razu wysłała nas do laboratorium na zrobienie posiewu z worka spojówkowego, bo podejrzewa gronkowca. A jakże, gronkowiec złocisty i to w dodatku jakiś cholernie odporny na antybiotyki. Dlatego te wiadra ropy codziennie Oli wypływały pomimo zakrapiania leków. Na wizycie pani trochę mnie przestraszyła, bo powiedziała, że bardzo często poprawia po szpitalach publicznych, ale udaje się przetkać kanalik tylko w około 70%. Tak więc na zabieg jechałam z duszą na ramieniu. Jednak wszystko się udało, Olcia płakała tylko na sali operacyjnej, później ze smoczkiem w buzi i w bezpiecznych ramionach mamusi już było ok. Teraz przez tydzień dwa antybiotyki 4 razy dziennie, dwa tygodnie czekamy i na kontrolę. Po dzisiejszej nocy Ola normalnie otworzyła oczko, nie miała ropy, nie drapała się po oku. Francja elegancja, tylko czemu dwa tygodnie wcześniej nie domyślili się gronkowca? Że się nie wkłuli jakoś żalu nie mam wielkiego, bo faktycznie był duży zrost i było ciężko, ale ten gronkowiec, brrr. Wcześniej go można było leczyć. Tak samo jak ze skórą, wszystkim lekarzom do głowy nie przyszedł gronkowiec, tylko prywatnie pani alergolog się domyśliła. My mamy pieniądze na leczenie Oli prywatnie, a co mają powiedzieć rodzice, którym ich brak? Nie mam już siły do polskiej służby zdrowia.

środa, 15 lipca 2009

Pół roczku

Skończyłam dziś pół roczku. Ważę 8,6 kg i mam 67 cm wzrostu. Uwielbiam marchewkę i brokuła, ale mleczko mamy bije te warzywa na głowę. Moje ulubione zajęcia to turlanie się po podłodze lub pełzanie jak raczek do tyłu. Namyślam się właśnie czy by nie zacząć pełzać do przodu. Na razie trenuję podciąganie kolanek pod brodę i łapanie własnych stópek. Strasznie zabawne to jest. Czasem uda mi się też wyrwać mamie trochę włosów, zjeść jakiś kawałek gazety, oblać się po pachy wodą z butelki, itp. Generalnie straszny psotnik ze mnie. Czasem marudzę, ale to tylko dlatego, że boli mnie brzuszek lub oczko, no i te straszne swędzawki! Rodzice jednak ciągle powtarzają mi, że i tak jestem dzielna.

wtorek, 14 lipca 2009

Rozszerzamy dietę

Dwa tygodnie temu podałam Olci marchewkę. Po dwóch razach nasze dziecko wyglądało jak salamandra plamista, a z twarzy zeszła jej skórka. Nie wiem, czy to po marchewce, ale na wszelki wypadek ją odstawiłam. Teraz od tygodnia jemy brokuły. Każdy produkt wprowadzamy przez tydzień 2 łyżeczki co drugi dzień, w następnym tygodniu codziennie zwiększamy porcję. Po dwóch tygodniach następne warzywko, owoc itd. Na razie nie wprowadzamy glutenu, czekamy aż rośliny przestaną pylić, aby nie mieć do czynienia z alergią krzyżową.
Nasze dziecko jak zobaczy łyżeczkę to szaleje. Leki wciąga bez mrugnięcia okiem, a po porcji brokuła, gdy mówię że już koniec, płacze. Mały głodomor chyba rośnie:)

piątek, 10 lipca 2009

Ciążowo

Ola uwielbia jeździć w gości, lubi też gdy goście przyjeżdżają do nas. Kocha wszystkie ciocie, przepada za noszeniem na rączkach, huśtaniem, bujaniem, przytulaniem. Niestety dwie ciocie nie będą przez chwilę mogły nosić Oleńki, bo same spodziewają się takich małych szkrabów. Asiu, Mariolko, strasznie się cieszymy i gratulujemy! Już nie możemy doczekać się lutego:)




Z ciocią Madzią na urodzinach Mikołajka.

czwartek, 9 lipca 2009

Strop



Mamy już deski nad parterem domku. Za kilka dni wylewanie stropu.

środa, 8 lipca 2009

Biedne oczko

Dziś byliśmy na przetykaniu kanalików łzowych w lewym oczku. Niestety, zabieg się nie udał. Ola ma zbyt duży zrost, aby go przetkać. Dostaliśmy maść z antybiotykiem, bo ropa leje się strumieniami, oczko się ciągle skleja, no i mam nadal masować. Nie wiem tylko jak, bo Ola od wizyty w szpitalu nie daje się dotknąć w okolicy oczka. Za pół roku w szpitalu mogą jej znów zrobić zabieg, ale już w znieczuleniu ogólnym. Umówiłam się prywatnie na wizytę do okulisty, może diagnoza nie będzie aż taka złowieszcza. Czekamy do 20 lipca.

wtorek, 7 lipca 2009

Alergia i refluks

Krostki na ciele naszego dziecka raz się pojawiają, innym razem znikają nie pozostawiając najmniejszego śladu. Wyeliminowałam już ze swojej diety (zgodnie z sugestią alergologa) pszenicę (chleb, mąkę, makarony, ciasta, itp.), mleko, ser żółty, jajka, ostre przyprawy, ryby, truskawki, cytrusy, miód, orzechy, no i jeszcze trochę innych rzeczy. Po odstawieniu pszenicy wysypka wraca tylko czasami i objawia się tylko paroma krostkami, które natychmiast zostają potraktowane maścią i na drugi dzień są już tylko wspomnieniem. USG brzuszka wykazało refluks znacznego stopnia.Póki bierzemy leki nie daje się on zbyt mocno we znaki. Reasumując, nasze dziecko przyjmuje sporo leków, ma kilka maści i kremów na skórę, jest nawilżane 5 razy dziennie i jako tako przesypia noce, także nie jest źle. Za kilka tygodni robimy znów posiew moczu i USG nerek, aby wykluczyć refluks moczowy.

niedziela, 5 lipca 2009

Parada żaglowców


Z dziadkami na paradzie żaglowców w Gdyni.

piątek, 3 lipca 2009

Samochodzik

Do tej pory odwiedzałyśmy Kubusia i Majeczkę poruszając się środkami komunikacji miejskiej. Wypad na plażę, czy na całodniową wizytę wymaga paru niezbędnych akcesoriów, które nie zawsze mieszczą się do koszyka w wózku. Poratował nas tatuś kupując nam piękny, mały, sprytny, zielony, kobiecy samochodzik. Poduczymy się troszkę jazdy miejskiej i w drogę. Plany są ambitne: samodzielny wypad do dziadków

środa, 1 lipca 2009

Budowa ciąg dalszy


Ściany w trakcie murowania. Plan na wprowadziny – wakacje 2010:)

niedziela, 28 czerwca 2009

Wczasy

Wybraliśmy się na weekend do Jarosławca, aby spotkać się z Natalką, która była na swoich pierwszych w życiu koloniach, Adasiem, ich rodzicami i dziadkiem. Morze, plaża, gril i hamak, naszemu dziecku więcej do szczęścia nie trzeba, no może cycusia mamusi i bezpiecznych ramion tatusia.

czwartek, 25 czerwca 2009

Turlamy się

Dziś po raz pierwszy, w pełni świadomy Olcia zaczęła przewracać się na boki. Wcześniej parę razy gibnęła się niechcący na bok, dziś zrobiła to z gracją, nie spiesząc się, z pełnym rozmysłem. Prawy boczek jest chyba fajniejszy, bo na niego turla się częściej, ale lewy też ćwiczymy.

czwartek, 18 czerwca 2009

Brzuszek


Pozycja na brzuszku jest już opanowana do perfekcji. Nie dość, że leżąc na nim widać o wiele więcej niż na plecach, to jeszcze można pokonywać znaczne odległości wijąc się jak żmijka. No i pobawić się i odpocząć można. Leżenie na brzuszku fajne jest:)

niedziela, 14 czerwca 2009

Są rezultaty

Ola ma skórę delikatną jak aksamit. Trochę przebarwień, ale mamy jeszcze jedną maść, więc pewnie znikną. Już pierwszej nocy przestała płakać i przespała 10 godzin tylko 2 razy pijąc troszkę i od razu zasypiając. Pani doktor, jest pani wielka! Mocz do analizy oddaliśmy, w czwartek czeka nas USG brzuszka. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.

piątek, 12 czerwca 2009

Kolejna wizyta u lekarza

Udało się nam dostać prywatnie do alergologa ze szpitala dziecięcego. Przynieśliśmy ze sobą nagranie z kamery, na którym widać nocne zachowanie Oli. Ponieważ Olcia usnęła w nosidełku, pani doktor najpierw mnie wypytała o wszystko, potem zobaczyła nagranie (15 sekund, więcej już nie chciała). Podejrzewa bardzo silny refleks żołądkowo-jelitowy, na który wypisała nie czekając na wynik badania USG małe kuleczki na języczek. Zleciła też zrobienie posiewu moczu. Natomiast jak zobaczyła Olę rozebraną, kazała nam pędzić do apteki po maści, smarować i dzwonić w poniedziałek, bo jak nie poprawi się to kładziemy Olę do szpitala. Co się okazało? AZS ewidentny, plus wyhodowany na nim gronkowiec lub jakieś inne paskudztwo. Nie będę komentować zachowania alergologa, do którego trafiłam tydzień temu, ani dermatologa i pediatrów, u których byłam. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie, jak mówiła, że dziecko w nocy cierpi. Póki co czekamy na USG brzuszka (czwartek) i rezultat działania leków.

sobota, 6 czerwca 2009

Nowa sąsiadka

Od tygodnia w sąsiednim bloku mieszka ukochana ciocia Madzia i wujek Jacek. Mamy z Olcią nadzieję, że częstotliwość wizyt ulegnie znacznemu polepszeniu. Dziś zjeżdżają dziadkowie, aby pomóc córce w urządzaniu mieszkania i nacieszyć się wnusią. Dziadek Mirek ma jeszcze plan, aby założyć kanalizację na budowie.

piątek, 5 czerwca 2009

Alergolog


Wizyta u alergologa nic nie dała. Pani obejrzała Olę, stwierdziła że skóra bardzo zadbana, nie wygląda na alergię pokarmową ani żadną inną, zwiększyła dawkę kropli przeciwświądowych i kazała natłuszczać, natłuszczać i jeszcze raz natłuszczać. Jakoś nie jestem przekonana do tej diagnozy. Odnośnie niespokojnego snu naszej pociechy i jej płaczu coraz częstszego i bardziej żałosnego w nocy, pani powiedziała, żeby wziąć ją do swojego łóżka, to się uspokoi. Gdy zapewniłam ją, że się nie uspokaja, bo już dawno z nami śpi, kazała mi wynieść Olę do drugiego pokoju. „Nie będzie pani słyszała jej płaczu, to się pani wyśpi”. Tylko usiąść i wyć do księżyca. Nie wiem już gdzie szukać pomocy dla naszej córci. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nic jej nie jest. Odreagowywanie wydarzeń z całego dnia też mnie jakoś nie przekonuje.

czwartek, 4 czerwca 2009

Budowa

Fundamenty już mamy wymurowane i zasypane (zdjęcia zrobione w trakcie murowania). Budowlańcy mają przerwę ok. 2-tygodniową i wracają murować ściany.

środa, 3 czerwca 2009

Aktualizacja danych

Przebyte szczepienia: 3
Płaczu przy szczepieniu: 0
Waga: 7600 g, poniżej 90 centyla
Wzrost: 64 cm, poniżej 50 centyla (czyt. niska, dobrze zbudowana dziewczynka)
Zachowanie w dzień: mały, uśmiechnięty słodziak, aczkolwiek bardzo absorbujący, gdy nie zwracasz na niego uwagi bardzo denerwująco mruczy (tylko na mamusię działają te mruki, tatuś pozostaje niewzruszony)
Zachowanie w nocy: stęki, jęki, drapanie się, rzucanie się po łóżeczku – podejrzenie AZS (atopowe zapalenie skóry), czekamy na wizytę w piątek u alergologa, a póki co krople Fenistil i kosmetyki A-DERMA
Stan psychiczny mamusi: w miarę dobry, zadręcza się tylko niespokojnym snem córeczki i jej wysypaną skórą
Stan fizyczny mamusi: chce zacząć ćwiczyć, tylko kiedy? i z kim? Bo samej jakoś samozaparcia brak
A tatuś zarabia pieniążki i buduje dom. Przyjeżdża przed kąpielą , a Ola na jego widok szaleje. Do mnie się tak promiennie nie uśmiecha.

niedziela, 31 maja 2009

Przewrotka

Dzieci naszych znajomych turlają się z boku na bok, z brzuszka na plecki, z plecków na brzuszek. A co robi nasza Ola? Ola leży na plecach i krzyczy „ej” do zabawek. Sądzi chyba, że to one powinny przyjść do niej. Nie zadaje sobie trudu, aby odwrócić się na boczek. Odkryła za to inną metodę przemieszczania się. Unosi swoją pupkę, przekłada ja na boczek, a później ciągnie za nią resztę swojego masywnego ciałka.Tak potrafi przemierzyć cały swój kocyk. Położona na brzuszek macha rączkami i nogami tak, że obraca się wokół. Dowiedziałam się niedawno, że takie pełzanie to kolejny ważny etap jej rozwoju. I tak sobie nasza kluseczka leżała na pleckach lub brzuszku do dzisiaj. Po przyjeździe z budowy, rozebrałam Olcię, położyłam na brzuszku, a ta tak się uniosła na rękach, że w pewnym momencie nie utrzymała już swojego ciężaru, przechyliła na bok i przeturlała na plecki. Strasznie ją to zaskoczyło, wstrzymała na chwilę oddech, a później promiennie się uśmiechnęła. No i chyba uznała, że skoro już umie się tak przeturlać, to po co dalej ćwiczyć? Więc dalej leży sobie na pleckach i woła do zabawek, aby same do niej przyszły.

czwartek, 21 maja 2009

I zaczęło się...


Woda jest, prąd jest, dół też jest. W przyszłym tygodniu zalewamy fundamenty naszego domku.

środa, 13 maja 2009

Klub Mam

Olcia z Majeczką

Renatka z Warszawy należy do Klubu Mam. Panie spotykają się cyklicznie, rozmawiają, zapraszają ciekawych ludzi, ekspertów. O sobie piszą: „spotykamy się, bo każda z nas potrzebuje rozmowy z kimś, kto nas rozumie. Któż lepiej niż my wie, co to znaczy kolka, problem z laktacją czy kolejna nieprzespana noc? Bez naszego klubu, każdy kolejny dzień nie różniłby się od poprzedniego. Przewijanie, karmienie, spacer i mnóstwo obaw o jutro… a tak możemy pogadać.” Szukałam czegoś takiego w Trójmieście i nie natrafiłam na żaden ślad. Dobrze, że są mamy Majeczki i Kubusia, z którymi mogę się spotkać, podzielić radościami i smutkami. Dni mijają szybciej, gdy wyjdzie się z domu i spotka kogoś, kto jest w tej samej sytuacji. A może my założymy Klub? Jest ktoś chętny?

piątek, 8 maja 2009

Postępy

Olcia nie lubiła leżeć na brzuszku. Odkąd polubiła tą pozycję, nawet telewizję na brzuchu ogląda. Niestety nie wykazuje zainteresowania przewracaniem się na boczki. Za to ciumkanie paluszków obu rączek ma opanowane do perfekcji. Zdarła aż sobie skórkę na palcach wskazujących. Od kilku dni mlaska też sobie, co wygląda jakby jadła cukierka mordoklejka. W dzień jest urocza, acz bardzo absorbująca, nocki nadal ma paskudne. Czemu zdrowe neurologicznie dzieciątko wije się, skręca i płacze przez sen, nie otwierając nawet oczu???
Ponieważ za miesiąc kończy mi się urlop macierzyński, zainteresowałam się tematem żłobków i niań. Jestem podłamana. W kilku żłobkach zapisałyśmy się na listę oczekujących. Kolejki wszędzie liczą ok. 300 dzieciaczków, co daje ponoć półtora roku czekania. Prywatne żłobki też obłożone. Z nianiami nie jest lepiej. Z nimi jest jak z fajnymi facetami, te dobre są już zajęte.
Za tydzień rusza budowa. Najpierw ciągną nam wodę, podłączają prąd, później wchodzą na działkę murarze. Oj będzie się działo.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Nowy wózio

Kupiliśmy Olci nowy wózio. W gondoli potrafiła nie spać przez połowę spaceru i żal mi było dziecka, bo ile można wpatrywać się w niebo? Postanowiliśmy kupić jej spacerówkę, taką z rozkładanym na płasko oparciem. W sklepach trochę na nas dziwnie patrzyli jak mówiliśmy, że chcemy spacerówkę dla 3-miesięcznego dziecka, ale poszukaliśmy trochę i udało nam się kupić wózeczek przystosowany dla niemowlaków. Najważniejsze, że wózek waży 6 kg, wnoszę go razem z Olą i zakupami:) Szkoda, że kółeczka ma małe, nie to co terenówa od Zbyniów, w której Ola do tej pory śmigała, no ale nie można mieć wszystkiego. Albo wózek lekki, albo terenowy. Najważniejsze, że dziecko jest szczęśliwe, grucha sobie słodko obserwując świat przez pierwsze 10-15 minut spaceru, a potem zapada w błogi sen.

środa, 22 kwietnia 2009

Zatkane kanaliki ciąg dalszy

Byliśmy dziś u lekarzy z zatkanymi kanalikami. Ola z zatkanymi kanalikami łzowymi, a ja mlecznymi. Ola nie płakała, uśmiechała się nawet, gdy pani doktor sprawdzała stan oka. Oczko wygląda ok, więc może obędzie się bez zabiegu, ale mamy nadal masować. Kontrola za 1,5 miesiąca jeśli będzie się coś działo, jeśli w tym czasie ropa i stojąca łezka ustąpią, to się cieszyć i nie przychodzić. Mnie natomiast kłuły w brodawkę 3 położne, krwi się polało sporo, ból niesamowity, a na efekty trzeba poczekać. Dziś wygląda to nieciekawie. Dziwi mnie polityka naszego pięknego kraju. Namawia się do naturalnego karmienia, wychwala się wyższość tego sposobu odżywiania niemowląt nad karmieniem sztucznym, a poradnia laktacyjna płatna (ale i tak zamknięta z braku personelu), lekarz ogólny rozkłada ręce, pediatra wypisała receptę na mleko dla Olci, gdyby ból uniemożliwił mi karmienie, chirurg kobiety karmiącej nie natnie – masakra. Dobrze, że kochane położne w szpitalu na Zaspie znalazły czas i chęć, aby mi pomóc.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Szczepienie

Wczoraj dotarliśmy do Gdańska, po tygodniu spędzonym u dziadków. Ola była rozpieszczana, a ja odpoczęłam od gotowania, sprzątania i bycia samą (ojciec mojego dziecka zapracowany okrutnie wpada do domu wieczorem, czasem widzimy się przez godzinę, bo ja chodzę spać z kurami, a właściwie z naszą córcią, czyt. 19-20). W sobotę widzieliśmy się z ciocią, która przyleciała z wizytą z USA i odebraliśmy kolejne prezenty, za które dziękujemy. Tym razem rodzicom też się coś dostało:) A dziś Ola dostała kolejną szczepionkę, przy której raz cichutko zapłakała, ale chyba tylko tak dla zasady, bo szybciutko uspokoiła się dostając smoczek i całusa od mamy. Nasza pociecha waży 6,5 kg i mierzy 62 cm. Kawał kobietki z niej.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Wielkanoc

Święta, święta i po świętach. W niedzielę wielkanocną do moich rodziców zjechały się ciocie i wujkowie moi i Mariusza. 25 osób w jednym domu przy wspólnym obiedzie wielkanocnym zebrało się specjalnie dla najmłodszego członka naszej rodziny. Ochom i achom nie było końca. Córcia zebrała dużo prezentów i pieniążki, za które kupimy już niedługo spacerówkę (dziecko nasze nie przesypia już całych spacerów, czasem trzeba je wyjąć z gondoli i pokazać trochę świata, spacerówka więc będzie idealna, bo noszenie na rączkach męczy trochę mamusię). Ola dzielnie znosiła noszenie na rączkach, ściskanie i całowanie oraz udział w sesji fotograficznej, a gościom podarowała na pamiątkę swoje zdjęcie i aniołka.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Zatkany kanalik

Byłam już po raz drugi na przekłuciu zatkanego kanalika mlecznego w szpitalu. Mała biała plamka pojawiająca się na brodawce, takie małe nic, a boli niemiłosiernie. Miałam nawet zrezygnować z karmienia Olci, ale zawzięłam się, zacisnęłam zęby i jakoś dajemy radę:)

sobota, 4 kwietnia 2009

Ma-ma

Olcia już od jakiegoś czasu gaworzy radośnie, szczególnie rano po przebudzeniu. Często też zagaduje swoje misie na macie edukacyjnej lub śpiewa razem z bohaterami bajek w telewizji. Niewtajemniczonym zdradzę, że rośnie nam mały telemaniak – dzień bez telewizji to dzień stracony. Najlepszy kanał – Mini Mini. Jakież było nasze zdziwienie kiedy wśród dźwięków: buuuu, guuuuu, uuuuuuu, ejjjjjj, córcia z rozżaleniem powiedziała maaaa-maaaa. Spojrzeliśmy z Mariuszem na siebie, po czym mój mąż skwitował : „Ona to powiedziała nieświadomie”. Ciocia Renatka zdradziła mi, że „mama” jest zawsze wypowiedziane świadomie i tego się będę trzymała:)

środa, 1 kwietnia 2009

Ciemieniuszka


Olcia stała się posiadaczem ciemieniuszki. Nie takiej strasznej z żółtymi łuskami tworzącymi na jej pięknej główce skorupę, ale takiej drobnej przypominającej biały łupież. Lekarka poleciła płynną ciepłą parafinę, my jednak stosujemy emulsję z mocznikiem, ponoć lepsze i nie tłuści wszystkiego wokół.

piątek, 27 marca 2009

Alergia i inne sprawy

Olcia dziś po tygodniu stosowania maści od dermatologa, kosmetyków dla alergików i diety mamusi (wyeliminowane mleko i jego przetwory, cytrusy, ryby, jajka, czekolada, kakao i inne podejrzane rzeczy) pozbyła się uporczywych krostek na twarzy i karku. Ale aby nie było zbyt różowo, ma masaż na oczku trzy razy dziennie i maść, aby odblokować kanaliki łzowe. Masaż mamy robić trzy tygodnie, jak nie pomoże, to czeka nas zabieg. Naciskanie oczka z masażem ma dla mnie mało wspólnego. Jak okulista pokazywała mi i Mariuszowi gdzie i z jaką siłą naciskać, to oczy bolały nas jeszcze po wyjściu ze szpitala. Nic dziwnego, że córcia płacze jak naciskamy oczko. Efekty widać natychmiastowo, z oka wypływają duże ilości ropy, więc może unikniemy kłucia. Tyle problemów zdrowotnych. Prócz nich nasza niunia to sama radość. Wczoraj odkryła, że można wsadzić swoją rączkę do buzi zamiast smoczka. Strasznie się przy tym ślini, a czasem nawet śmieje sama do siebie. Natomiast dziś rano, po super nocce (żadnych stęków, wiercenia się, karmienie tylko 2 razy po czym natychmiastowe zaśnięcie) Ola położona na macie edukacyjnej zaczęła zagadywać misia i uderzać go rączką. Wcześniej to mama lub tata musieli wprawiać misia w ruch. Ciekawe czym nas jutro zaskoczy nasz mały odkrywca.

poniedziałek, 23 marca 2009

Chrzest

Autorką zdjęć jest ciocia Asia.
Oleńka jest już ochrzczona. Ksiądz wypędził z niej małego diabełka, więc od dziś powinna być grzeczniutka jak aniołek. Córcia dzielnie zniosła całą uroczystość, podczas polewania główki wodą nawet sobie głośno popierdziała, co nie uszło uwadze księdza, rodziców i chrzestnych. Po uroczystości w kościele pojechaliśmy do Tawerny wujka na obiadek. Wszystko było bardzo smaczne i szybko znikało ze stołu. Oleńka co chwilę miała miejscówkę na innych rączkach, co bardzo się jej podobało, a jak już przestało się podobać, to zabraliśmy się na spacer wzdłuż brzegu morza (jakby się ktoś czepiał – zatoki). Jednak nieprzyjemna mżawka zmusiła nas do powrotu do domu. A w domku zrobiliśmy sobie poprawiny i koło 22 wszyscy padliśmy jak nieżywi. Niestety Ola znów odreagowywała w nocy pełen wrażeń dzień, przez co mama dziś ma oczy na zapałki.
Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za przybycie, życzenia, pamiątki chrztu i prezenty.

sobota, 21 marca 2009

Mata edukacyjna

Oleńka codziennie odkrywa świat, nabywa nowych umiejętności. Dziś poznała matę edukacyjną. Jeszcze świadomie nie umie uderzać łapkami w zabawki, ale stara się jak może. Śmiechu i gugania jest przy tym co niemiara. Szkoda tylko, że od nadmiaru wrażeń w dzień, ciężko jej się śpi w nocy. Macha rączkami i nóżkami, stęka, piszczy, wije się w łóżku. Szkoda jej i mamusi, bo obie się wtedy nie wysypiają. Tatusiowi nic snu nie zakłóca, śpi jak zabity. Ktoś w rodzinie musi być wypoczęty:)

wtorek, 17 marca 2009

Babcia


Babcia – „matka ojca lub matki” – Uniwersalny Słownik Języka Polskiego.
Nie napisano w definicji, że babcia to najcudowniejsza istota, która przytuli, wyściska, wycałuje, ulula, otrze łezkę, potańczy jak trzeba, poczyta bajeczki i zrobi milion innych rzeczy, byle tylko zadowolić swoją wnusię. Babcia Tereska była u nas dwa tygodnie. Gotowała, sprzątała, zajmowała się wnusią, córeczką i zięciem. Ja się odpasłam, podobno zniknęły mi sińce pod oczami (ja tam ich nie widziałam), wyspałam, załatwiłam dużo spraw „na mieście” i nawet byłam z mężem w kinie:) Dziękujemy ci babciu!

niedziela, 8 marca 2009

Dzień kobiet

Olcia dostała dziś swoje pierwsze kwiaty. W sumie pierwszy bukiet dostała w szpitalu, ale on był na spółkę z mamusią, więc się prawie nie liczy. Dziś jak na prawdziwą małą kobietkę przystało dostała bukiet od swojego tatusia i tulipanka od przyszłego ojca chrzestnego.

sobota, 7 marca 2009

Muzyczka

Oleńka jest bardzo muzykalnym dzieckiem. Uwielbia jak w pokoju coś gra. W dużym pokoju puszczamy kołysanki-utulanki na przemian z piosenkami dziecięcymi (dziękujemy cioci Marcie), a w pokoju Oleńki rozlegają się dźwięki karuzeli, którą pożyczył nam wujek Marek. Wcześniej Ola miała karuzelę od babci Jasi, ale był to sprzęt wymagający ciągłego nakręcania (czasem nawet kilkanaście razy). Babcia Tereska, która przyjechała do nas z odsieczą, prawie nabawiła się odcisków od nakręcania melodyjki. Poratował nas wujek Marek, pożyczając karuzelę na baterie.

Śpiewam sobie i tańczę:)

poniedziałek, 2 marca 2009

Szczepienie

Oleńka ma już za sobą pierwsze samodzielne szczepienie, tzn. poza szpitalem. Dostała dwa zastrzyki, przy których pisnęła tylko troszeczkę, bo to bardzo dzielna dziewczynka jest. Przy okazji panie Olę zważyły i zmierzyły. Niunia waży 5105g i mierzy 56 cm. Zdziwiłam się, że ma wzrostu tyle co przy porodzie, co mi pani pospiesznie wyjaśniła, że przy porodzie mierzą inaczej, a teraz już mierzą „po dorosłemu”, czyli od czubka główki do piętki, tak jakby stała przy miarce. Przy porównywaniu wagi teraźniejszej z wagą po urodzeniu pani doktor z uśmiechem spytała: „A czym pani ją karmi?” , bo nasza Pyza ponad dwa kilogramy przytyła od wyjścia ze szpitala. Robi się coraz bardziej podobna do tatusia: długa, krągła, z dwoma podbródkami.

wtorek, 24 lutego 2009

Spanie

Wczoraj uczyłam Olę ucinać drzemki w kołysce, a nie na mamusi. Muszę przyznać, że rezultaty przerosły moje oczekiwania, córka parę razy usnęła ze smokiem w kołysce. W nocy nie budziłyśmy tatusia, bo ostatnio pracuje bardzo dużo i chciałyśmy, aby się wyspał. Możliwe to było, gdyż Ola znów spała pięknie w kołysce, przenosząc się do naszego łóżka dopiero koło 4 rano. Dziś do południa też kołyska była używana, choć nie z taką częstotliwością jak wczoraj. Najlepsze jest jednak póki co łóżko rodziców. Śmieliśmy się ostatnio z Mariuszem, że brakuje nam miejsca. Łóżko mamy niemałe (180 cm x 220 cm), a jak nasza córka przyjmie swoją ulubioną pozycję z rękami rozrzuconymi na boki, to my przycupnięci na brzegach ledwo się mieścimy:)

czwartek, 19 lutego 2009

Z pamiętnika małej dziewczynki

Mam już 5 tygodni. Jem za dwóch, jak na łoszaka przystało. Rodzice nazywają mnie Ssakiem, bo się przysysam do mamy co 2-3 godzinki, a jak mam chandrę to nawet częściej. Śpię mało, bo tyle się na świecie dzieje, że szkoda czasu na spanie. Powoli zaprzyjaźniam się ze smokiem, który mnie uspokaja, podobnie jak kołysanie w kołysce i śpiewanie przez rodziców kołysanek. Mama śpiewa mi nawet kolędy, bo repertuar kołysankowy ma ubogi. Nie lubię ubierania i rozbierania, zmianę pieluszki toleruję tylko wtedy gdy jest już porządnie zabrudzona. Kąpiele sprawiają mi już coraz więcej przyjemności, a bez spacerku nie wyobrażam sobie udanego dnia. Jednak największą radość fundują mi rodzice, gdy po całym ciężkim dniu mogę sobie pospać na ich brzuszku.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Badanie bioderek

Dziś badaliśmy stawy biodrowe. Wszystko jest ok. Cieszę się ogromnie, bo ja jak byłam mała miałam zwichnięte bioderko, dlatego trzymano mnie w rozpórkach i bardzo późno zaczęłam chodzić. Całe szczęście nasza córcia nie ma tego problemu. Po strasznie kolkowym weekendzie poniedziałek zaczął się dobrze, nawet na badaniu u ortopedy Ola była bardzo grzeczna, a pół badania wręcz przespała:)

Długi weekend

Tylko dziadek Mirek nie miał jeszcze opublikowanego zdjęcia z wnusią, tak więc wrzucam do kompletu.
Weekend zaczął się nam już w czwartek, ponieważ zawitali do nas goście – sztab piastunek do Oli. Dziadek Mirek, babcia Tereska i ciocia Ala przyjechali z ogromną ilością prezentów, jedzenia i wielkimi chęciami do pomocy. Mama z ciocią posprzątały mi mieszkanie, gotowały obiadki i mroziły, abyśmy mieli co jeść przez najbliższy tydzień i na zmianę zajmowały się Olą. Oleńka ma kolki, albo inne pioruństwo, które nie pozwalało jej spać, przyprawiało o ogromny ból brzuszka i straszny płacz. Dzięki pomocy wyspałam się i odpoczęłam od domowych obowiązków, a Ola została wynoszona na rączkach, wyściskana i wycałowana za wsze czasy. W niedzielę Ola skończyła miesiąc. Był tort, goście już wspomniani oraz Liski z ogromną łosiową kartką:)

sobota, 7 lutego 2009

Pierwszy spacer



Dziś odbyliśmy pierwszy spacer. Ola płakała strasznie, gdy ją ubierałam, więc fortelem wcisnęłam jej smoczka (mieliśmy jej go nie dawać, ale teoria swoje, a życie swoje). Smok zadziałał błyskawicznie – po 20 sekundach dziecko było ubrane, uspane i z wyplutym smokiem:) Spacer zaczęliśmy od odwiedzenia Lisiczki Asi, która w dresach wyskoczyła do nas przed blok, aby podziwiać Olę w wózeczku (wczoraj dostaliśmy od Asi czerwoną kokardkę do zaczepienia w wózeczku, aby odpędzać uroki). Później zrobiliśmy rundkę pomiędzy blokami i kamienicami w starej części dzielnicy i zawitaliśmy do wujka Pitera, który przeszedł się z nami kawałek. Po godzinie i 10 minutach byliśmy znów w domu. Dziecko po wyjęciu z wózka spało smacznie jeszcze godzinkę i tym samym pozwoliło nam zjeść obiad. Teraz wraz z tatusiem ucina sobie drzemkę, abym ja mogła nadrobić zaległości na blogu. Dziś był dobry dzień, dziecko najedzone i wyspane, mama tak samo, tylko tatuś chyba doznał szoku tlenowego, bo śpi i śpi:)
Zosiu, wózek prowadzi się pierwsza klasa!

Leżaczek-bujaczek

Od współpracowników taty Ola dostała w prezencie leżaczek-bujaczek. Potrafi w nim spokojnie poleżeć kilkanaście/kilkadziesiąt minut, dzięki czemu dziś mama mogła wziąć ją ze sobą rano do kuchni, pozmywać naczynia i zrobić śniadanie. Po raz pierwszy od wyjścia ze szpitala zjedliśmy wspólnie śniadanie (nie licząc wizyty dziadków, wtedy babcie na zmianę nosiły Olę na rączkach), a nasze dziecko w tym czasie w swoim wygodnym fotelu podziwiało zabawki i swoją kołyskę, która stała obok. Dziękujemy ofiarodawcom za tak przydatny prezent!

czwartek, 5 lutego 2009

Mam już 3 tygodnie

Dziś Oleńka kończy 3 tygodnie. Waży 3868g, czyli od wyjścia ze szpitala przybrała 858g. Byliśmy z nią u nowej pani pediatry, bo poprzednia nie przypadła nam do gustu. Nowa za to jest świetna, Oleńka była grzeczniutka, ciekawie spoglądała na panią doktor, no i w ogóle nie płakała. Na jej świszczący oddech dostaliśmy spray do noska, z płucami i oskrzelami wszystko jest ok. Za trzy tygodnie idziemy na szczepienie. A póki co śpimy po 1,5 – 2,5 godziny, później mamy przerwę na mleczko, później trzeba Olę ponosić, aby się jej odbiło, a później, aby sobie pooglądała nasze mieszkanie, bo spanie bezpośrednio po jedzeniu jakoś jej nie idzie. W ogóle spanie jej nie idzie. Myślałam, że noworodki śpią po 20 godzin na dobę, a nasza jakoś w ten schemat się nie wpisuje. Najlepiej jest jej u mamy na rączkach lub u taty na brzuchu, lub w wózku na balkonie, ale to dopiero po kilkunastu minutach płaczu związanego z ubieraniem w śpiwór i czapkę. Bo zmian pieluchy, rozbierania i ubierania nasza latorośl bardzo nie lubi. Oznajmia to swoim donośnym płaczem, a sopranik ma niezły:) Jak już wspomniałam o wózku, to od trzech dni ją werandujemy, w sobotę wybieramy się na prawdziwy spacer, oczywiście jeśli pogoda nam na to pozwoli.
Ja dochodzę powoli do siebie. Po porodzie byłam rozdrażniona, zmęczona, płaczliwa itp. Wcale nie byłam szczęśliwą Matką Polką. Parę razy straciłam cierpliwość, nie wiedziałam czemu mała płacze… Eh, ciężko było. Teraz nie jest dużo lżej, ale przynajmniej się jako tako wysypiam, nauczyłam się wykorzystywać czas kiedy Ola śpi, no i płaczę chyba trochę mniej. Czekam na książkę „Język niemowląt”, może po jej lekturze doskonale będę odbierać sygnały wysyłane nam przez naszą córcię. Póki co zaczynamy 4 tydzień życia, przyjmujemy wizyty i cały czas odbieramy gratulacje. Dziękujemy za pamięć i prezenty.

sobota, 31 stycznia 2009

Pępuszek

Dziś w nocy odpadł Oli kikutek pępowiny. Z tej okazji nasza córa przespała calutką noc z nami w łóżku. Mało to wychowawcze, ale cóż. Muszę przyznać, że przez to, że nie odkładałam jej do kołyski i nie lulałam do snu, wyspałam się, bo Ola między mamą i tatą spała bardzo grzecznie i długo. Lubi być rozpieszczana ta nasza córa:)

czwartek, 29 stycznia 2009

Urodziny mamy

W dniu moich urodzin Oleńka pięknie spała w nocy (miała tylko dwie przerwy na pieluchowanie i karmienie), pięknie zachowywała się w dzień i chyba polubiła kąpiele. Nie płakała, dała się spokojnie ubrać i opatrzyć pępuszek tatusiowi. Jednym słowem zrobiła mi super prezent, bo mama wyspana i nie zestresowana, to super mama. Wzbogaciłam się dziś o dwa kwiatki, kremik i słodycze i dostałam dużo telefonów i smsów z życzeniami, za które wszystkim dziękuję.
Wczoraj u pediatry Olę zważono, przybrała 400g od wyjścia ze szpitala. Robią się jej już delikatne wałeczki na nóżkach:)

wtorek, 27 stycznia 2009

Suknia ślubna

Widziałam nieraz na filmach jak mama przekazywała swoją suknię ślubną córce. Ja tego nie zrobię, dziś sprzedałam sukienkę, bolerko i welon.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Wizyta dziadków

Dziadkowie, Oleńka i kawałek mnie ze spirytusem w ręku (do pępuszka). Skoro już widać moją sylwetkę, to zainteresowanym donoszę, że do wagi sprzed ciąży brakuje mi 5kg.


Babcia Jasia i babcia Tereska z dziadkiem Alkiem odwiedzili nas w sobotę. Przywieźli górę prezentów, a na drugą górę dali Oli pieniążki do becika. Wzbogaciliśmy się o dodatkowe kocyki, ręczniki, zabawkę do łóżeczka, śliniaki, koszyczki na drobiazgi, wieszaczki na ubranka i inne bardzo przydatne rzeczy. W sobotę na obiadku była też ciocia Madzia z Jackiem. Taka ilość gości wywołała lekką dezorientację u naszej córci, ale nie dawała tego zbytnio po sobie poznać. Posyłała gościom słodkie uśmiechy, bez zażenowania puszczała bąki, bekała i napełniała pieluszki. Babcie z ciocią przeszły przyspieszony kurs pieluchowania pod okiem instruktora Mariusza i mogą już przyjeżdżać do nas nie tylko w odwiedziny, ale także z pomocą. W poniedziałek wycieczka spakowała się i odjechała, a my z Olą wracamy do poprzedniego rytmu. Teraz czekamy z utęsknieniem na odwiedziny dziadka Mirka.
Po odjeździe dziadków odwiedziła nas położna środowiskowa. Bardzo sympatyczna starsza pani. Odpowiedziała na nasze wszystkie pytania, pokazała jak pielęgnować maluszka, zapisała nas do pediatry, a na koniec mocno wyściskała mnie i Oleńkę:)

piątek, 23 stycznia 2009

Poród i pobyt w szpitalu

Zdjęcie robione w szpitalu w dniu naszego wyjścia.

W czwartek 15 stycznia postanowiłam ogarnąć trochę nasze mieszkanko. Ponieważ byłam przekonana, że urodzę w nocy albo nad ranem, gdy mijała kolejna noc, myślałam że mam dzień do swojej dyspozycji. Tak więc wytarłam kurz, wystawiłam na środek odkurzacz i położyłam się do łóżka, aby trochę odpocząć, wszak w ciąży nie powinnam się męczyć. Mój mąż w tym czasie stał w kolejce w urzędzie, aby zarejestrować nasze nowe autko. Po kilkunastu minutach błogiej drzemki poczułam jak pękło mi coś w brzuchu i cieplutka fala wód płodowych dosłownie zalała nasze łóżko. A jeszcze tydzień wcześniej pytałam lekarza, czy wody się sączą, czy chlustają. Zapewnił mnie, że chlustają tylko na amerykańskich filmach:) Tak więc miałam prawo poczuć się jak gwiazda filmowa. Zadzwoniłam do Mariusza, który wyskoczył z kolejki i do położnej, która właśnie odbierała poród i niechcący odebrała komórkę. Słyszałam tylko: „przyj! jeszcze trochę!” i to wcale nie sprawiło, że poczułam się lepiej. Mariusz przyjechał w momencie, gdy się gramoliłam z łóżka i to jemu udało się skontaktować z położną. Kazała mi zjeść coś lekkiego, wziąć kąpiel i przyjechać za 1,5 godziny. Tak też zrobiliśmy. Na izbie przyjęć stawiliśmy się o godzinie 15.30. Zbadano mnie, podłączono do KTG i kazano czekać na skurcze. A te jak na złość nie przychodziły. Izbę przyjęć wspominam bardzo źle. Panie były opryskliwe, zmieniły ton dopiero po interwencji mojej położnej. Około 17 weszłam na salę porodową. Byłam nastawiona na skakanie na piłce, siedzenie na worku sako, pracę przy drabinkach, parokrotny prysznic, jednak to wszystko mnie ominęło. Wody cały czas się sączyły (ze względu na to mam do dziś antybiotyk), rozwarcie na jeden palec, więc dostałam kroplówkę z oksytocyną. Wyuczone w szkole rodzenie techniki oddychania pomogły o tyle, że wiedziałam iż oddychać mam przeponą długo na rozluźnienie, a szybko w szczycie skurczu. To ile tych oddechów miało być w kolejnych fazach w ogóle nie było istotne, oddychałam tak jak mi ciało dyktowało. A jak ciało dyktowało źle, albo ja nie umiałam odczytać sygnałów, które mi ono wysyła, to wkraczał mój kochany mąż lub położna i przywracali mnie do pionu. Dlatego polecam wszystkim poród rodzinny, wsparcie kogoś bliskiego jest nieocenione. Skurczy jak nie było tak nagle przyszły ze zdwojoną falą. Na komendę położnej zmieniałam pozycję za pozycją, marudziłam Mariuszowi, że się wycofuję, że już nie chcę rodzić, że chcę cesarkę itp. aż ok. 18.40 przyszły skurcze parte. Trwały prawie godzinę i wymęczyły mnie tak, że jak dostałam Olę na brzuch o 19.35 to nie miałam siły ani płakać, ani się śmiać, cieszyłam się tylko że już po wszystkim. Wtedy też zapomniałam o bólu i trudach porodu. Mariusz przeciął pępowinę, niunię zbadano (dostała 10 pkt/10 w skali Apgar) i pojechaliśmy na salę poporodową. Dostałam maleńką na brzuch, jednak to jej nie ociepliło i lekarz po kolejnym badaniu stwierdził, że jest sina i tak wyziębiona, że muszą mi ją zabrać na salę adaptacyjną. Mariuszowi popłynęła łza, a mnie to w ogóle nie ruszyło. Teraz jak to wspominam, to chce mi się płakać, wtedy byłam obojętna. Po 3 godzinach Mariusza odesłano do domu, a mnie przewieziono na salę położnic. Zamiast wykorzystać noc na odespanie, patrzyłam się w sufit i nie mogłam zasnąć. O 2 nad ranem przyszedł lekarz i powiedział, że Ola ma się dobrze, już jest cieplutka i wkrótce do mnie wróci. Jednak nie wróciła aż do wieczora, bo ja po bezsennej nocy zemdlałam i dostałam rzucawek przy próbie wstania z łóżka, a po paru godzinach znów leżałam na podłodze, gdy razem z położną próbowałam pójść do toalety. Jednak siła woli i solidne śniadanie i obiad postawiły mnie na nogi na tyle, że zdecydowano mi oddać moją córcię pod opiekę. Noc upłynęła nam na poznawaniu siebie, przytulaniu i krótkich karmieniach. W sobotę i niedzielę nie miała dyżuru pani od laktacji i gdyby nie wsparcie mamy i Mariusza, ciężko by mi było przetrwać. Ja nie umiałam małej odpowiednio przystawić do piersi, ona nie umiała chwytać. Jak się już przyssała, to zaraz zasypiała i tylko się napijała, a nie najadała. Kazano mi odciągać pokarm laktatorem i dokarmiać ją ze strzykawki, tyle że ja nie miałam tyle pokarmu, aby karmić piersią, a później coś jeszcze odciągać. Dostałam depresji dnia trzeciego. Byłam rozdrażniona, płaczliwa, niewyspana. Całe szczęście w poniedziałek pojawiła się pani Asia od laktacji. Anioł, nie kobieta. Pokazała mi jak nakarmić malucha, wytłumaczyła wszystko, pokrzepiła, dodała wiary w siebie. We wtorek przyszła w odwiedziny i znów udzieliła cennych wskazówek. Po drodze wyszło nam jeszcze pęknięcie obojczyka u Oli (nic groźnego ponoć, ale nie układamy ja na tym boczku), żółtaczka (cała doba ciągłej fototerapii), zapalenie oczka i jakieś krostki wymagające oddzielnej kąpieli. Dzielnie wszystko przetrwałyśmy i we wtorek 20 stycznia tatuś przywiózł nas do domu. Padłam jak nieżywa, a obudzona przez Mariusza na pierwsze karmienie nie wiedziałam kim jestem i gdzie jestem. Doszłam już trochę do siebie, poznałam lepiej naszą córeczkę i z dnia na dzień zakochuję się w niej coraz bardziej. W mężu zresztą też, bo ma dla swoich kobiet ogromne pokłady miłości i cierpliwości:)

środa, 21 stycznia 2009

Już w domu

Wczoraj wieczorem wyszłyśymy ze szpitala. Gdy odeśpię trud i stres szpitalny, nadrobię zaległśoci na blogu. Teraz Ola śpi, więc ja też utnę sobie drzemkę.

sobota, 17 stycznia 2009

Narodziny Oli !



15 stycznia o godzinie 19:35 przyszła na świat Ola. Ola przy narodzinach ważyła 3,140 kg i mierzyła 56 cm. Później szczęśliwa mama napisze więcej. Narazie szczęśliwy tata świętuje i nie ma czasu na dłuższe posty.
P.S. Zapraszam do mnie na piwo